Bóg jest wciąż taki sam
17 listopada 2010 • przez Adwentyści Poznań • w Artykuły
BÓG jest wciąż TAKI SAM
Historia pewnej przyjaźni
W życiu człowieka są chwile, kiedy nie wie co ze sobą począć. Wciąż dotykają nas jakieś niepowodzenia, rozgoryczenia, nieszczęścia, choroby, czasem nawet śmierć bliskich. Te sytuacje zwykle przerastają naszą odporność i wytrzymałość. Warto wtedy przypomnieć sobie słowa bezimiennego mędrca: „Nad chmurami zawsze świeci słońce”. Troski i problemy życia, zawsze ustępują jasnym jego dniom! Ale, jak odnaleźć te „jasne dni”? Znacznie łatwiej tego dokonać z pomocą bliskich osób i serdecznych przyjaciół. Gdy Ci się wydaje, że i oni też o Tobie zapomnieli, to wiedz, że jest Ktoś, kto Cię zawsze kocha, nigdy nie zawiedzie i nie opuści; to Twój Bóg – Twój Stwórca i Zbawiciel! Jego tęcza obietnicy jaśnieje po każdej życiowej burzy. W każdej sytuacji życia – nawet w obliczu śmierci i nad grobem ukochanej osoby – w Nim masz „mocne ramię” o które możesz oprzeć swoją zmęczoną, zrozpaczoną głowę! Właśnie ta mała broszurka opowiada o przyjaźni jaka zawiązała się i trwała pomiędzy trojgiem rodzeństwa i Mistrzem z Nazaretu.
Historia pewnej przyjaźni
(Ewangelia Łukasza 10,38-42; Ewangelia Jana 11,1-44)
Łazarz z Betanii należał Do najwierniejszych uczniów Chrystusa. Od pierwszego spotkania uwierzył w Niego i obdarzył Go głęboką miłością, którą Zbawiciel odwzajemniał. To właśnie Łazarz doznał największego z cudów Chrystusa. Zbawiciel błogosławił wszystkim, którzy szukali Jego pomocy. On kocha całą ziemska rodzinę, lecz z niektórymi łączą Go szczególnie bliskie więzy. Serce Jego silnie związane było takim uczuciem z rodziną w Betanii i dla jednej osoby z tej rodziny wykonał najwspanialsze dzieło.
Dom przyjaciół
W domu Łazarza Jezus znajdował wielokrotnie odpoczynek. Zbawiciel nie miał własnego domu, stąd też uzależniony był od gościnności przyjaciół i uczniów. Często gdy bywał zmęczony lub pragnął towarzystwa ludzi, z radością udawał się do tego spokojnego domu, gdzie chronił się przed podejrzliwością i zazdrością faryzeuszy. Tu znajdował serdeczność i czystą, świętą przyjaźń. Tu mógł mówić prosto i swobodnie wiedząc, że słowa Jego będą przyjęte ze zrozumieniem i czcią. Zbawiciel cenił spokojny dom i życzliwych słuchaczy. Tęsknił do ludzkiej czułości, uprzejmości i serdeczności. Tym, którzy przyjmowali niebiańskie pouczenia, zawsze gotów był błogosławić. W tym domu w Betanii, Chrystus znajdował odpoczynek po trudach publicznego życia. Tu, przed życzliwym audytorium, mógł otworzyć księgi Opatrzności. W tych prywatnych rozmowach odkrywał swym słuchaczom to, czego nie próbował nawet ukazywać tłumom. Nie potrzebował do swych przyjaciół mówić w przypowieściach.
Gość w dom, Bóg w dom
Zwykle gdy Chrystus dawał swe wspaniałe pouczenia, Maria siadywała u Jego stóp i słuchała z szacunkiem i uwaga. Pewnego razu Marta, bardzo zajęta przygotowywaniem posiłku, podeszła do Chrystusa i rzekła: „Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Powiedz jej więc, aby mi pomogła” (Łuk. 10,40). Było to podczas pierwszej wizyty Jezusa w Betanii. Zbawiciel wraz z uczniami odbył uciążliwą drogę pieszo z Jerycha. Marta krzątała się przygotowując posiłek i w swojej troskliwości zapomniała o uprzejmości należnej gościowi. Jezus odpowiedział jej w łagodnych, cierpliwych słowach: „Marto, Marto! troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, lecz tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta”. Maria z uwagą chwytała cenne słowa padające z ust Zbawiciela, słowa cenniejsze dla niej od najdroższych ziemskich klejnotów. „To jedno”, czego Marta potrzebowała, to spokojnego, pobożnego ducha, głębszej troski o poznanie przyszłego, nieśmiertelnego życia i łaski koniecznej dla rozwoju duchowego. Powinna była mniej troszczyć się o sprawy przemijające, a więcej o wieczne. Jezus nauczył swe dzieci, aby korzystały z każdej okazji dla zyskania wiedzy, która będzie prowadziła je ku zbawieniu. Sprawy, którymi interesował się Chrystus, powinny angażować sumiennych i energicznych Jego naśladowców. Otwiera się tu szerokie pole dla gorliwych religijnie Marł; lecz przed rozpoczęciem aktywnej działalności powinny one razem z Marią zasiąść u stóp Jezusa. Niech pilność, gotowość działania i energia zostaną uświęcone łaską Chrystusa, a wtedy życie stanie się niezdobytą twierdzą dobra.
Choroba, nie na śmierć
Nagle smutek nawiedził spokojny dom, w którym Jezus często odpoczywał. Łazarza nagle zmogła choroba i siostry posłały do Zbawiciela wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego miłujesz”. Zdawały sobie sprawę z powagi choroby, której uległ ich brat, ale wiedziały też, że Chrystus dał już dowód swojej zdolności leczenia wszelkich chorób. Wierzyły, że okaże współczucie dla ich zmartwienia, i nie nalegały na Jego natychmiastowe przybycie, lecz ufne, wysłały tylko wieść: „Choruje ten, którego miłujesz”. Myślały, iż szybko zareaguje na tę wieść i wkrótce przyjdzie do Betanii. Niespokojnie czekały na wiadomość od Jezusa. Tak długo, jak iskra życia tliła się w chorym bracie, modliły się i czekały na przybycie Chrystusa, lecz posłaniec wrócił bez Niego. Przyniósł im jednak słowa Jezusa: „Ta choroba nie jest na śmierć”, a one uchwyciły się nadziei, że Łazarz będzie żył. Czułymi słowami starały się pocieszyć i dodać odwagi choremu, prawie już nieprzytomnemu bratu. Gdy jednak Łazarz umarł, były gorzko rozczarowane; odczuwały jednak wspierającą łaskę Chrystusa i to powstrzymywało je od obwiniania Zbawiciela. Kiedy Chrystus otrzymał wiadomość, uczniom wydawało się, iż nie przejął się nią zbytnio. Nie okazał zmartwienia, którego się spodziewali. Patrząc na nich, rzekł: „Ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Boża, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony”. Potem przez dwa dni pozostał tam, gdzie się znajdował. Ta zwłoka była niezrozumiała dla uczniów. Myśleli, że Jego obecność byłaby wielką pociechą dla strapionych domowników. Wiedzieli, jak wielką sympatią darzył rodzinę z Betanii, i byli zdziwieni, że nie zareagował na tę smutną wiadomość: „Choruje ten, którego miłujesz”. Podczas dwóch następnych dni zdawało się, iż Jezus zapomniał o Łazarzu, gdyż nie rozmawiał wcale o nim (…).
Łazarz śpi, idę go obudzić
Po dwóch dniach Jezus rzekł do uczniów: „Pójdźmy znowu do ziemi judzkiej”…, a potem rzekł do nich: „Łazarz, nasz przyjaciel, zasnął; ale idę zbudzić go ze snu”… „Tedy rzekli uczniowie do niego: Panie! Jeśli zasnął, zdrów będzie. Ale Jezus mówił o jego śmierci; oni zaś myśleli, że mówił o zwykłym śnie”. Chrystus przedstawiał swym wierzącym dzieciom śmierć jako sen. Ich życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu i póki nie odezwie się dźwięk trąby ostatecznej, ci, którzy umarli, spać będą w Bogu. „Wtedy to rzekł im Jezus wyraźnie: Łazarz umarł. I raduję się ze względu na was, że tam nie byłem, bo uwierzycie; lecz pójdźmy do niego”. W opinii Tomasza pójście do Judei oznaczało śmierć Mistrza. Ogarnięty szlachetnym duchem, powiedział innym uczniom: „Pójdźmy i my, abyśmy razem z nim pomarli”. Znał nienawiść niektórych Żydów do Chrystusa. Ich celem było doprowadzenie do Jego śmierci, lecz jak dotąd to się nie udawało, gdyż czas Jego pobytu na ziemi jeszcze nie dobiegł końca. Przez ten okres chronili Jezusa aniołowie z nieba; nawet w Judei, gdzie rabini uknuli spisek, aby Go pojmać i wydać na śmierć, nic złego stać Mu się nie mogło. Uczniowie zastanawiali się nad słowami Chrystusa: „Łazarz umarł. I raduję się…, że tam nie byłem”. Czy Zbawiciel umyślnie unikał domu swych cierpiących przyjaciół? Wszystko wskazywało na to, że Maria, Marta i umierający Łazarz byli pozostawieni sami sobie. Tak jednak nie było, bowiem Chrystus wiedział wszystko i po śmierci Łazarza podtrzymywał łaską. Jezus był świadomy smutku ich rozdartych serc, gdy brat ich się zmagał ze swym potężnym wrogiem – ze śmiercią. Odczuwał wielki ból, gdy mówił do uczniów: „Łazarz umarł”. Lecz Chrystus musiał myśleć nie tylko o swoich umiłowanych w Betanii. Musiał także brać pod uwagę proces wychowania swych uczniów. Mieli oni stać się Jego przedstawicielami na świecie, aby błogosławieństwo Ojca objęło wszystkich. Dla ich dobra pozwolił, aby Łazarz umarł. Gdyby w czasie choroby przywrócił go do zdrowia, nie miałby okazji dokonać cudu, który w najbardziej przekonujący sposób świadczył o Jego boskości. Pozwolił wrogowi (diabłu) użyć swej siły, aby mu później odebrać jego ofiarę, a jego samego przepędzić. Pozwolił, aby Łazarz przeszedł pod władanie śmierci i aby siostry jego zobaczyły go w grobie. Chrystus wiedział, że gdy będą patrzeć na twarz zmarłego brata, ich wiara w Chrystusa będzie wystały wioną na próbę. Lecz wiedział także, że walka wewnętrzna, przez, którą przejdą, wzmocni ich wiarę. Wczuwał się w każdy spazm bólu, który nimi targał. To, że zwlekał z przyjściem, nie świadczyło, iż przestał ich miłować. Wiedział, że ze względu na nich, Łazarza i siebie należało odnieść spektakularne zwycięstwo.
On rozumie ból rozłąki
Dla wszystkich, którzy wyciągają rękę po pomoc Bożą, chwila największego zniechęcenia następuje wówczas, gdy pomoc ta jest najbliżej. Będą potem spoglądać wstecz z wdzięcznością na najciemniejszą część swej drogi. „Umie Pan wyrwać pobożnych z pokuszenia” (II Piotra 2,9). Z każdej pokusy i każdej próby wyprowadzi ich Bóg z mocniejszą wiarą i bogatszym doświadczeniem. Zwlekając z przyjściem do Łazarza Chrystus miał na uwadze tych, którzy jeszcze Go nie przyjęli. Zwlekał po to, by cud wskrzeszenia Łazarza z grobu był jeszcze jednym dowodem dla upartych, niewierzących ludzi, iż On jest rzeczywiście „zmartwychwstaniem i życiem”. Nie chciał odbierać nadziei ludziom biednym, błądzącym owcom z domu Izraela, ale Jego serce bolało nad brakiem skruchy z ich strony. W swej łaskawości chciał dać im jeszcze jeden dowód, że jest Odkupicielem, jedynym, który może dać życie i nieśmiertelność. Miał to być dowód, któremu kapłani nie będą mogli zaprzeczyć. To wszystko było przyczyną Jego zwłoki w udaniu się do Betanii. Ten największy cud, wskrzeszenie Łazarza, miał położyć pieczęć Bożą na Jego pracy i potwierdzić Jego boskość. Wiadomość o przybyciu Jezusa została podana Marcie tak cicho, iż nikt w izbie nie słyszał jej, nawet pogrążona w smutku Maria. Marta natychmiast wyszła na spotkanie Pana, podczas gdy Maria myśląc, iż siostra udała się na miejsce, gdzie chowano Łazarza, zrozpaczona, siedziała w milczeniu. Marta spieszyła na spotkanie Jezusa z sercem targanym sprzecznymi uczuciami. W Jego wyrazistej twarzy odczytała tę samą tkliwość i miłość, które zawsze się na niej malowały. Jej zaufanie do Jezusa pozostało niewzruszone, lecz myślała o swym kochanym bracie, którego Chrystus również darzył miłością. Z żalem w sercu, że Chrystus nie przybył wcześniej, lecz jednocześnie z nadzieją, że nawet teraz uczyni coś, aby je pocieszyć, powiedziała: „Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój”. Te słowa powtarzała wśród zgiełku żałobników. Z ludzką i boską litością patrzył Jezus na jej pełną smutku, zatroskaną twarz. Marta, która nie miała zwyczaju rozpamiętywać przeszłości; wszystko zawarła w tych słowach: „Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój”. A patrząc w tę twarz pełną miłości, dodała: „Ale i teraz wiem, że o cokolwiek byś prosił Boga, da ci to Bóg”.
Zmartwychwstanie i życie
Jezus podtrzymał jej wiarę, mówiąc: „Zmartwychwstanie brat twój”. Odpowiedź ta nie była dana po to, aby wzbudzić nadzieję natychmiastowej przemiany. Jezus chciał skierować myśli Marty ponad obecne przywrócenie życia Łazarzowi, mówiąc z nią o zmartwychwstaniu sprawiedliwych. Uczynił to, aby umiała dostrzec we wzbudzeniu Łazarza zapewnienie zmartwychwstania wszystkich sprawiedliwych zmarłych i wiarę, iż stanie się to za sprawą Zbawiciela. Marta odpowiedziała: „Wiem, iż wstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym”. Chcąc nadać właściwy kierunek dla jej wiary, Jezus rzekł: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot” W Chrystusie tkwi życie prawdziwe, nie zapożyczone ani też nie dziedziczone. „Kto ma Syna, ma żywot” (1 Jana 5,12). Boskość Chrystusa jest dla wierzących rękojmią ich życia wiecznego. „Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?”. Chrystus myślał o czasach swego powtórnego przyjścia, kiedy sprawiedliwi zmarli powstaną nieskazitelni, a sprawiedliwi żyjący przemienieni, przeniesieni zostaną do nieba, bez doświadczenia śmierci. Cud, który Chrystus miał uczynić, wskrzeszając Łazarza, miał stać się znakiem zmartwychwstania wszystkich sprawiedliwych zmarłych. Swymi słowami i czynami Chrystus potwierdza, że to On jest sprawcą zmartwychwstania. Ten, który sam miał niebawem umrzeć na krzyżu, dzierżył klucze śmierci i objawił się jako zwycięzca nad grobem, i potwierdził swe prawa oraz moc obdarowywania odkupionych wiecznym życiem.
Czy wierzysz w to?
Na słowa Zbawiciela: „Czy wierzysz w to?”, Marta odpowiedziała: „Tak, Panie! Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boga, który miał przyjść na świat”. Nie rozumiała całego znaczenia słów Chrystusa, lecz wyznała swą wiarę w Jego boskość i zaufanie w to, że ma On moc uczynić wszystko, czego pragnie. „A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała Marię, siostrę swoją i rzekła jej w tajemnicy: Nauczyciel tu jest i woła cię” (Jan 11,28). Słysząc tę wiadomość Maria szybko wstała i z rozpromienioną twarzą wybiegła z pokoju. Myśląc, iż poszła do grobu, aby opłakiwać brata, żałobnicy udali się za nią. Kiedy zbliżała się do miejsca, gdzie oczekiwał Jezus, uklękła u Jego stóp i powiedziała drżącymi wargami: „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby brat mój”. Płacz żałobników był dla niej udręką, pragnęła więc usłyszeć kilka kojących słów od Chrystusa. „Jezus tedy, widząc ją płaczącą, i płaczących Żydów, którzy z nią przyszli, rozrzewnił się w duchu i wzruszył się”. (…) „Gdzie go położyliście”, spytał. Rzekli mu: „Panie! pójdź i zobacz”. Razem udali się do grobu. Widok był przygnębiający. Łazarz był bardzo lubiany i siostry opłakiwały go ze złamanymi sercami, a ci, którzy byli jego przyjaciółmi, mieszali swe łzy ze łzami zrozpaczonych sióstr. Na widok ludzkiego smutku i w obliczu faktu, że przyjaciele stali pogrążeni w żałobie po umarłym, kiedy Zbawiciel świata stał obok, „zapłakał”. Mimo iż był Synem Boga, przyjął naturę człowieka i wzruszał się ludzkim smutkiem. Jego tkliwe, współczujące serce ma zawsze litość dla cierpiących. Płacze On z tymi, co płaczą, i cieszy się z tymi, co się cieszą.
Dlaczego płakał?
Jezus płakał nie tylko z powodu ludzkiego współczucia dla Marii i Marty. W Jego łzach był smutek wyższy od ziemskiego smutku, tak jak niebiosa są wyższe od ziemi. Chrystus nie opłakiwał Łazarza, którego wszak miał wskrzesić niebawem. Płakał, gdyż wielu spośród żałobników, którzy wtedy opłakiwali śmierć Łazarza, miało wkrótce skazać na śmierć Jego, który był zmartwychwstaniem i życiem. Niewierzący Żydzi nie byli w stanie właściwie zrozumieć Jego łez. Niektórzy nie mogąc dostrzec niczego, co poza zewnętrznymi okolicznościami mogło spowodować Jego ból, z podziwem mówili: „Patrzcie, jak go miłował”. Inni, pragnąc zaszczepić ziarno niewiary w sercach obecnych, mówili szyderczo: „Nie mógł ten, który ślepemu otworzył oczy, uczynić, aby i ten nie umarł?” (Jan 11,37). Jeśli było w mocy Chrystusa uratować Łazarza, to czemuż pozwolił mu umrzeć? Proroczym wzrokiem dostrzegał Chrystus wrogość faryzeuszy i saduceuszy. Był świadomy, że planowali Jego śmierć. Wiedział, że niektórzy z tych pozornie współczujących wkrótce zamkną przed sobą drzwi nadziei i bramy do miasta Bożego. Miał się rozegrać dramat Jego poniżenia i ukrzyżowania, który pociągnął za sobą zburzenie Jerozolimy, lecz w tym czasie nikt nie lamentował nad umarłymi. Widział wyraźnie oblężenie Jerozolimy przez legiony rzymskie. Wiedział, że wielu z tych, co płakali nad Łazarzem, umrze podczas oblężenia miasta, a umierając, będą pozbawieni nadziei na życie wieczne. Chrystus płakał nie tylko z powodu scen rozgrywających się przed Jego oczyma; zaciążył Mu ciężar smutku gromadzącego się od wieków. Znał straszliwe skutki naruszania prawa Bożego. Wiedział, iż w historii świata, począwszy od śmierci Abla, nie ustawał konflikt między złem a dobrem. Spoglądając na lata przyszłe, widział cierpienia i smutki, łzy i śmierć, które miały stać się udziałem wielu ludzi. Serce Jego przeszywała myśl o cierpieniach ludzkości we wszystkich wiekach i na wszystkich lądach. Ciążyły na Jego duszy nieszczęścia grzesznego rodzaju ludzkiego, ale te łzy przerwało pragnienie przyniesienia ulgi pogrążonym w nieszczęściu.
Łazarz naprawdę nie żył – jego ciało było w stanie rozkładu…
„Jezus znowu rozrzewniwszy się w sobie, poszedł do grobu”. Łazarz złożony był w jaskini skalnej i wielki głaz zamykał wejście do grobu. „Usuńcie ten kamień” – rzekł Chrystus. Myśląc, iż chce On jedynie spojrzeć na umarłego, Marta zaprotestowała mówiąc, iż ciało zostało złożone do grobu cztery dni temu i musiał już nastąpić rozkład. To oświadczenie, uczynione przed wskrzeszeniem Łazarza, zamknęło usta tym wrogom Chrystusa, którzy mogliby mówić, że popełniono oszustwo. Poprzednio faryzeusze rozpuszczali różne fałszywe pogłoski dotyczące większości cudownych przejawów Jego boskiej mocy. Zanim Chrystus ożywił córkę Jaira, powiedział: „Nie umarła dzieweczka, ale śpi” (Mar. 5,39). Ponieważ chorowała krótko i została wskrzeszona natychmiast po śmierci, faryzeusze twierdzili, że dziecko nie umarło, i że Chrystus sam to stwierdził. Chcieli przekonać ludzi, że Jezus nie jest w stanie nawet uzdrowić chorych, że Jego cuda były oszustwem. Lecz w tym przypadku nikt nie mógł zaprzeczyć, iż Łazarz umarł. Gdy Pan ma dokonać jakiegoś dzieła, szatan stale podsuwa kogoś, aby zgłosił sprzeciw. „Usuńcie ten kamień” – powiedział Chrystus. W miarę swych możliwości przygotujcie drogę mojemu dziełu!
Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą
Lecz tu objawił się praktyczny i ambitny charakter Marty. Nie chciała, aby rozkładające się ciało wystawiano na pokaz. Sercu ludzkiemu trudno czasami zrozumieć słowa Chrystusa i Marta też nie zdołała uchwycić prawdziwego znaczenia Jego obietnicy. Chrystus napomniał Martę, lecz słowa Jego były wypowiedziane z największą dobrocią: „Czyż ci nie powiedziałem, że jeśli uwierzysz, oglądać będziesz chwałę Bożą?” (Jan 11,40). Dlaczego wątpisz w Moją moc? Czemu sprzeciwiasz się Moim żądaniom? Masz Moje słowo. Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą! Naturalne przeszkody nic nie znaczą wobec Wszechmogącego. Sceptycyzm i niewiara nie mają nic wspólnego z pokorą. Niewzruszona wiara w słowa Chrystusa – oto prawdziwa pokora i prawdziwe poddanie się Bogu. „Usuńcie ten kamień”. Chrystus mógł spowodować, że kamień sam by ustąpił; mógł kazać aniołom, którzy znajdowali się przy Nim, aby to uczynili. Na Jego rozkaz niewidzialne dłonie odsunęłyby głaz, lecz tę czynność miały spełnić ręce ludzkie. W ten sposób Chrystus pokazał, iż ludzkość musi współpracować z boskością. Co może uczynić człowiek sam, tego nie musi czynić boska moc. Bóg celowo nie obywa się bez pomocy człowieka. Gdy człowiek czyni użytek ze zdolności i sił, które mu dano, On go wzmacnia i współdziała z nim. Polecenie zostało wykonane – kamień odsunięto. Wszystko zostało uczynione jawnie i rozmyślnie. Wszyscy mogli zobaczyć, iż nie wchodziło w rachubę żadne oszustwo. Oto leży ciało Łazarza w skalnym grobie, zimne i milczące. Głosy żałobników uciszyły się. Zdumieni i wyczekujący ludzie stali wokół grobowca, chcąc zobaczyć, co się stanie. Chrystus spokojnie staje przed grobem, a uroczysty nastrój chwili udziela się obecnym. Zbliża się do grobowca. Podnosząc oczy ku niebu, mówi: „Ojcze, dziękuję ci, żeś mnie wysłuchał”. Niedawno jeszcze wrogowie Chrystusa oskarżali Go o bluźnierstwo i chwytali za kamienie, by rzucić w Niego za to, że ogłosił się Synem Boga. Oskarżali Go, iż czynił cuda przy pomocy szatana. Oto Chrystus znowu nazywa Boga swym Ojcem i ze wspaniałą odwagą stwierdza, że jest Synem Boga. We wszystkim, co czynił Chrystus, współdziałał On ze swym Ojcem. Jezus stale dbał o to, aby dać do zrozumienia ludziom, że nie pracuje samodzielnie i niezależnie, że to przez wiarę i modlitwę czyni cuda. Pragnął, aby wszyscy wiedzieli o Jego wspólnocie z Ojcem. „Ojcze – rzekł Jezus – dziękuję ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wokoło, aby wierzyli, żeś Ty mnie posłał”. W ten sposób uczniom i ludowi dany został najbardziej przekonujący dowód więzi między Chrystusem a Bogiem. Pokazano, że posłannictwo Chrystusa nie było zwiedzeniem.
Łazarzu, wyjdź z grobu!
„A gdy to rzekł, zawołał donośnym głosem: Łazarzu! Wyjdź”. Jego głos, dźwięczny i przenikliwy, dosięgnął uszu zmarłego. Gdy Jezus przemówił, przez powłokę człowieczeństwa przebijała Jego boskość. W tej twarzy, opromienionej chwałą Bożą, ludzie zobaczyli pełnię Jego mocy. Wszystkie oczy skierowane były na wejście do grobu, a każde ucho wsłuchiwało się w najlżejszy szmer dochodzący stamtąd; w napięciu i z niezwykłym zainteresowaniem czekali na wynik tej próby boskości Chrystusa, która albo da potwierdzenie, że jest Synem Bożym, albo zgasi nadzieję, na zawsze. Z cichego grobu dobiegły jakieś dźwięki i ten, który umarł, stanął u wejścia do grobowca. Ruchy jego krępowały pogrzebowe chusty, w które był owinięty, toteż Chrystus rzekł do oniemiałych ludzi: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść”. Chrystus jeszcze raz wskazał, że ludzie powinni współdziałać z Bogiem. Ludzie powinni pracować dla bliźnich. Łazarz został uwolniony. Stanął przed zgromadzonymi nie wynędzniały przez chorobę człowiek, ze słabymi, drżącymi członkami ciała, lecz ktoś w pełni sił i energii. Oczy Łazarza jaśniały inteligencją i miłością do swego Zbawiciela. Pełen uwielbienia padł do stóp Chrystusa.
W pierwszej chwili patrzący stali w bogobojnym przerażeniu, nie mogąc w mówić słowa. Lecz w ślad za tym nastąpił nie dający się opisać wybuch radości i dziękczynienia. Siostry przyjęły powrót do życia brata jako dar od Boga i ze łzami radości, w urywanych słowach wyrażały swą wdzięczność Zbawicielowi. Podczas tej ogólnej radości brata, sióstr i przyjaciół, Jezus niepostrzeżenie oddalił się. Gdy zaczęli szukać Tego, który daje życie, nie można Go było znaleźć.
Jeżeli czasem nie potrafisz ogarnąć i zrozumieć tego co – i dlaczego – dzieje się w Twoim życiu, to zaufaj Bogu i wiedz, że jest Ci bardzo bliski – szczególnie w chwilach cierpienia i trwogi. Zawsze z pełnym zaufaniem możesz zwrócić się do Niego w modlitwie, mówiąc: „Dziękuję, że jesteś Boże, że mnie miłujesz i chociaż często nie rozumiem obecnej mojej sytuacji, to wiem, że Ty ją rozumiesz, że masz dla mnie rozwiązanie i pocieszenie. Dziękuję Ci też za to, że Ty sam śmierć nazwałeś snem; że moi bliscy, którzy już poumierali – odpoczywają; że nie błąkają się w zaświatach i nie cierpią; że Ty, Panie Jezu, gdy powrócisz, sam zbudzisz ich z tego snu śmierci. Cieszę się z lego, że jesteś, wielbię Cię Panie i ufam Tobie!”
A wkrótce, gdy Jezus powróci, z innej perspektywy popatrzymy na nasze życiowe zmagania. Jezus wzbudzi z grobów naszych umiłowanych i wywoła po imieniu tych, którzy w Niego i Jemu uwierzyli. Jakiż to będzie wspaniały dzień! Wtedy podziękujemy Mu za Jego ciągła opiekę, za pocieszenie w chwilach smutku, choroby i śmierci, za opatrznościowe doprowadzenie nas wszystkich do Jego wiecznego Królestwa chwały.
Chcę, by Jezus był moim Przyjacielem, z Nim pragnę przeżywać radości i troski mojego życia, Jemu chcę ufać i spotkać Go, jako mojego Wybawcę i Pana, w dniu Jego chwalebnego powrotu! Przyjacielu, czy Ty też masz podobne pragnienie?
Tekst ten został oparty na jednym z rozdziałów książki Ellen Gould White, ŻYCIE JEZUSA, przetłumaczonej na ponad sto języków świata. W Polsce ukazała się w ośmiu wydaniach. Światowy bestseller klasyki chrześcijańskiej „Życie Jezusa” to jedna z najpiękniejszych biografii Mistrza z Nazaretu. Ta książka pomoże Ci poznać lepiej niezwykłą osobę Jezusa, ale również odpowiedzieć na wyzwania, jakie stawia nam dzisiaj życie.

