Blog

Bóg Starego i Nowego Testamentu

10 sierpnia 2011 • przez • w Artykuły

Obraz Boga w Starym i Nowym Testamencie

Mam takie zdjęcie w albumie rodzinnym: w upalny dzień odpoczywam na działce na leżaku, a mój prawie trzyletni syn wdrapuje się na mnie i podjada moje jabłko. Za każdym razem, gdy je oglądam przypominam sobie dotyk jego skóry. Pamiętam jak nosiłem moje dzieci na swoim biodrze wtulone we mnie. Pamiętam jak woziłem moją córkę na krzesełku zamontowanym na bagażniku roweru, i jak w drodze powrotnej z wycieczek zmęczona zawsze zasypiała opierając się o moje plecy.

Dotyk moich dzieci – niezapomniane uczucie. I nagle otwieram Pismo Święte i czytam: „Pan, twój Bóg, nosił cię, tak jak ojciec nosi swoje dziecię” (Pwt 1,31 BT). Czytam, że Bóg nosi mnie w swoich ramionach jak ojciec. Niesamowite. Co więcej, powyższy tekst jest prawdopodobnie pierwszym tekstem w Biblii, gdzie Bóg przyrównuje się do ziemskiego ojca.

Pierwszym powodem, dla którego Bóg pragnie, abyś Go nazywał Ojcem, jest Jego ojcowska miłość. Całe Pismo Święte – od Księgi Rodzaju po Apokalipsę – ukazuje Boga miłości. Od stworzenia człowieka w doskonałym raju, po zbawienie go na nowej ziemi – to jest treść całej Biblii, prowadzenie ludzkości od upadku do doskonałości, szczęścia, wieczności.

Wiele osób sądzi, że Bóg Starego Testamentu jest Bogiem, który nic, tylko karze. Natomiast w Nowym Testamencie, według nich, został ukazany inny Bóg – dobry, miłujący, przebaczający. Czy istnieją dwaj różni Bogowie: inny Starego, a inny Nowego Testamentu?

W Ewangelii Łukasza została zapisana przypowieść Jezusa: „Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy. Przyszedł, by szukać na nim owocu, lecz nie znalazł. Wówczas powiedział do ogrodnika: Oto od trzech lat przychodzę, by znaleźć owoc na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Zetnij je, po co jeszcze ziemię marnuje. Ten jednak mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw, a ja je okopię i obłożę nawozem. Może zaowocuje w przyszłości, a jeśli nie, wtedy je zetniesz” (Łk 13,6-9). Jak sądzisz, kogo symbolizuje właściciel winnicy, a kogo ogrodnik? Najczęściej przyjmuje się, że właściciel to Bóg Ojciec, a ogrodnik to Jezus Chrystus. Surowy właściciel i miłosierny ogrodnik. Surowy Ojciec, Bóg Starego Testamentu, i miłosierny Chrystus – Bóg Nowego Testamentu.

Trzęsienia ziemi

Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka czytając Biblię, szczególnie Stary Testament, możesz nie zauważać Bożej miłości. Ludzie tam opisani, w bezpośrednim kontakcie z Bogiem, boją się Go. Gdy Bóg wypowiadał Dziesięć Przykazań na Górze Synaj, wśród grzmotów, to Izraelici wołali do Mojżesza: „Rozmawiaj ty z nami, a my będziemy cię słuchać! Ale Bóg niech nie rozmawia z nami, abyśmy nie pomarli” (Wj 20,19 BT). Strach przed Bogiem jest uczuciem, które nam często towarzyszy.

Trzęsienia ziemi, tsunami, huragany każdego roku pozbawiają życia tysiące ludzi. Mógłbym podać kilka najświeższych przykładów z ostatnich miesięcy, ale to nie ma większego sensu. Zanim ten artykuł się ukaże, minie tyle czasu, że tragiczne historie, które bym opisał dawno wypadną z twojej pamięci, wyparte przez kolejne, nowsze, jeszcze bardziej tragiczne.

Najczęściej te wszystkie kataklizmy kojarzą się z Bożą karą. Ale nie zawsze tak jest. Podczas opisu zmartwychwstania Jezusa Chrystusa – najbardziej radosnego wydarzenia na ziemi – czytamy, że „ziemia zatrzęsła się i skały popękały” (Mt 27,51). Tu trzęsienie ziemi było wyrazem Bożej radości.

Prorok Eliasz był zmęczony przeciwnościami i ukrył się w jaskini. Tam znalazł go Bóg i, aby go pocieszyć, ukazał się mu w niezwykle widowiskowy sposób: „Wtedy rzekł: Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu” (1Krl 19,11-12 BT). Jak myślisz, w którym momencie Eliasz spodziewał się ujrzeć Boga? W którym momencie ty byś się spodziewał zobaczyć Boga? Być może w tej wichurze kruszącej skały. A skoro Go tam nie było, to z pewnością w trzęsieniu ziemi. Ale nie, tam również nie było Boga. I wreszcie pojawił się ogień. Teraz mógłbyś być pewny – przecież Bóg Jahwe po raz pierwszy ukazał się  Mojżeszowi w krzaku, który płonął, ale się nie spalił. Jednak Bóg przemówił do Eliasza łagodnym szeptem. Spodziewałbyś się tego?

Jaki masz obraz Boga w swoim sercu? Czy jest to obraz wyraźny, czy jest on zgodny z rzeczywistością? Kto ci ten portret namalował?

Inny obraz

Często patrzymy i widzimy Boga wcale nie takiego, jakim jest faktycznie, ponieważ nie patrzymy bezpośrednio na Niego, tylko na nasze o Nim wyobrażenie. Próbujemy dopasować nasze pojęcie o Bogu do… naszego pojęcia o Bogu. I wtedy mamy w sercu Jego fałszywy wizerunek. Dopiero gdy zaczniemy Mu się bardziej przyglądać, odkryjemy prawdziwą twarz Ojca.

Ludzie mają zły obraz Boga, więc się od Niego odwracają. Tak jak my mając zły obraz ludzi odrzucamy ich i nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. Ale z Bogiem jest inaczej, On myśli o nas dobrze. Dlatego Jezus Chrystus, gdy przyszedł na tą ziemię, garnął się do ludzi – bo myślał o nich dobrze, bo ich kochał. I ludzie garnęli się do Jezusa, bo widzieli w Jego oczach miłość do nich, miłość i przebaczenie.

Podobnie było w czasach przedpotopowych. Wszyscy mieli wypaczone pojęcie o Bogu, więc Go odrzucili. Ale znalazł się jeden człowiek, który tak często i długo patrzył w oczy Boga, tak intensywnie Mu się przyglądał, że zobaczył w nich łaskę. „Ale Noe znalazł łaskę w oczach Pana” (Rdz 6,8 BW). Tak, ten tekst można zrozumieć dosłownie – Noe poszukiwał i znalazł.

Czy wiesz kiedy był taki moment, w którym Bóg zmienił się ze złego, groźnego na dobrego i łagodnego? Nigdy go nie było, ponieważ On się nie zmienia, Jego charakter się nie zmienia, Jego miłość również się nie zmienia. „Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę” (Jr 31,3 BW). Boża miłość jest tak wieczna, jak On sam jest wieczny. Nasz Ojciec od samego początku spisanej historii świata ukazywany jest jako kochający Rodzic. Mówi: „Przyciągałem ich więzami ludzkimi, powrozami miłości, i byłem dla nich jak ten, który podnosi niemowlę do swojego policzka, i nachylałem się do nich, aby ich nakarmić” (Oz 11,4 BW). Jest to jeden z piękniejszych fragmentów Starego Testamentu, malujący portret naprawdę kochającego Taty.

Pewnego razu Jezus został zapytany o to, które z przykazań jest najważniejsze. Rzeczywiście, Biblia zawiera tyle różnych przykazań, nakazów, zaleceń, że można się pogubić w ich randze. Wtedy Zbawiciel odpowiedział: „Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest najważniejsze i pierwsze przykazanie. Drugie zaś jest podobne do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,37-40).

Całe Prawo, całe Pismo Święte jest oparte, a właściwie jest zawieszone na miłości, bo tak jest dosłownie zapisane w oryginalnym tekście Biblii. Czy wiesz co to znaczy? Jeśli kwiaty w doniczce są powieszone na sznurku, a my go przetniemy, to doniczka spadnie, rozbije się, a kwiaty się połamią. Gdyby zabrać Bożą miłość, to całe Pismo Święte ległoby w gruzach, straciłoby rację bytu.

Jeżeli będziesz czytać Biblię, a zapomnisz o Bogu pełnym miłości, pogubisz się. Apostoł Paweł napisał, że „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu, bo trzeba, aby ten, kto zbliża się do Boga uwierzył, że On jest, i że nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11,6). O dwóch rzeczach należy pamiętać zagłębiając się w Pismo Święte. O tym, że mówi ono o rzeczywistym, realnym, prawdziwym Bogu, i że ten Bóg nie tylko kocha, ale że po prostu „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). Jeśli nie uwierzysz, że twój Tata cię kocha, to nie będziesz miał, ani nie będziesz chciał mieć z Nim dobrych relacji.

Wielu naukowców, uczonych, biblistów studiuje Pismo Święte, ale nie patrząc na nie przez pryzmat miłości Bożej, nie znajduje najistotniejszego – prawdziwego sensu spisanego Słowa.

Największa Miłość

Jednym z tych, którzy najwięcej  i najpiękniej napisali na temat miłości Boga do nas, był apostoł Jan. W Ewangelii jego autorstwa sam siebie co najmniej pięciokrotnie nazywa „tym, którego Jezus miłował” (J 13,23). A ponieważ osobiście doświadczył miłości Jezusa, więc naprawdę wiedział, o czym pisze. Może właśnie dlatego warto zacząć czytać Biblię od Ewangelii według Jana.

Zobaczcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy” (1 J 3,1). Apostoł Jan przedstawia Bożą miłość jako dar dla ludzkości.

Czy pamiętasz najpiękniejszy prezent, jaki otrzymałeś w swoim życiu? Na święta i urodziny dzieci skupiają swoją uwagę na prezentach, a nie na rodzicach. A przecież to właśnie rodzice z miłości do nich te prezenty im kupują. Ale w końcu rodziców mają na co dzień, a prezenty „od święta”.

Gdy mówimy o miłości, często zapominamy o tym, że jest to najpiękniejszy prezent, jaki otrzymaliśmy od naszego Ojca. Fakt, że kochamy i jesteśmy kochani, wynika właśnie z tego daru. Ale to nie wszystko, apostoł Jan napisał: „Dzieci, nie miłujmy słowem ani językiem, ale czynem i prawdą” (1 J 3,18). Miłość objawia się nie tyle w słowach, co przede wszystkim w czynach. Jak Bóg pokazuje swoją miłość do nas? To nie Jego deklaracje świadczą, że jest On miłością, ale głównie Jego czyny.

Największym przejawem Bożej miłości do nas była śmierć Jezusa Chrystusa. Tuż przed swoim ukrzyżowaniem powiedział do uczniów: „Nikt nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś daje swoje życie za swoich przyjaciół” (J 15,13). Rzeczywiście, nawet w dzisiejszym świecie oddanie swego życia za drugą osobę jest uważane za wyraz największego poświęcenia. Najczęściej słyszymy o takich przypadkach w sytuacjach, gdy decyzje są podejmowane błyskawicznie, pod wpływem impulsu. Rzadziej mamy do czynienia z naprawdę przemyślaną decyzją, szczególnie, gdy dotyczy ona obcych ludzi. Jednak apostoł Paweł napisał, „Bóg natomiast okazuje nam swoją miłość przez to, że gdy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5,8). Jezus umarł nie tyle za przyjaciół, nawet nie za obcych, ale wręcz za tych, którzy traktowali Go jak wroga! Wszystkie heroiczne czyny, nawet ten Maksymiliana Kolbe, są niczym w porównaniu z ofiarowaniem się Jezusa Chrystusa na krzyżu Golgoty.

Bóg jest miłością” o tym nigdy nie możesz zapomnieć. On nie tylko kocha, nie tylko posiada miłość, nie tylko ją wyraża, ale po prostu nią jest. Miłość jest Bożą istotą. Co więcej, w miarę poznawania swego Ojca, musisz wciąż mieć tę świadomość, że Jego miłość jest podstawą każdego Jego działania i każdej innej cechy Jego charakteru.

Zakochani

Czy byłeś kiedyś zakochany? Jak się wtedy czułeś? Czy widziałeś kiedyś kogoś zakochanego? Jak wyglądał? Był smutny, zrozpaczony, załamany? Powiesz, że to niemożliwe? Ja kilkoro zakochanych widziałem w takim stanie. Ale zawsze była tego jedna przyczyna – miłość była nieodwzajemniona!

Nikt nie czuje się szczęśliwy, gdy jego miłość nie jest odwzajemniona. Bóg również! On cię kocha tak, jak nikt inny na świecie. Czy ty kochasz Go również? Czy okazujesz Mu swoją miłość do Niego?

Skoro Bóg jest miłością, to dlaczego…?

Zdaję sobie sprawę, że to pytanie jest zadawane przez wielu ludzi poszukujących Boga na wiele różnych sposobów.

– Skoro Bóg jest miłością, to dlaczego jest tyle zła? Dlaczego nie zrobił z tym porządku?

– Skoro Bóg jest miłością, to dlaczego kazał wymordować Izraelitom wszystkich mieszkańców Jerycha wraz z kobietami, dziećmi i starcami?

– Skoro Bóg jest miłością, to dlaczego grzesznika, nawet największego, który przecież żyje zaledwie kilkadziesiąt lat na tej ziemi, karze mękami w piekle przez wieczność, w nieskończoność? Przecież to niesprawiedliwe.

– Skoro Bóg jest miłością, to dlaczego moje dziecko cierpi na okropną chorobę?

– Skoro Bóg jest miłością…

Te pytania można mnożyć i mnożyć, ale można również na nie znaleźć odpowiedź czytając Pismo Święte.

Sprawiedliwość

Co przychodzi ci na myśl, gdy słyszysz słowo sprawiedliwość? Czasami żądamy sprawiedliwości, czasami o niej marzymy. Szczególnie, gdy zostaliśmy źle potraktowani, oszukani. Bywają jednak sytuacje, kiedy się boimy sprawiedliwości i wolelibyśmy jej uniknąć za wszelką cenę. Ma to oczywiście miejsce, gdy coś złego przeskrobaliśmy – nie ważne czy to było coś poważnego, czy nie.

Boża sprawiedliwość została ukazana w Jego Prawie: „Ktokolwiek skaleczy bliźniego, będzie ukarany w taki sposób, w jaki zawinił. Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb. W jaki sposób ktoś okaleczył bliźniego, w taki sposób będzie okaleczony” (Kpł 24,19-20 BT). Czy nie uważasz, że jest to bardzo sprawiedliwe? A może nie? Może kara powinna zależeć od stopnia świadomości przestępcy?

A co sądzisz o ludziach sprawiedliwych? Czy chciałbyś się takimi otaczać, mieć z nimi na co dzień do czynienia? A może po krótkim czasie miałbyś ich serdecznie dosyć? Może zaczęłaby cię męczyć ich świętoszkowatość?

Faryzeusze

Za czasów Jezusa istniała taka grupa ludzi wierzących. Nazywali się faryzeuszami. Dzisiaj ten przydomek jest synonimem obłudnika, ale wtedy była to po prostu swego rodzaju partia wewnątrz kościoła izraelskiego. Trzymali się ściśle Bożego Prawa, przestrzegali wszystkich jego nakazów zapisanych w Biblii. Pilnowali, aby wszystkie przykazania zawarte w Pismach były respektowane przez cały lud.

Szczególnie księgi spisane przez Mojżesza, tzw. Tora, zawierają wiele przepisów, które Bóg nakazał spełniać nowo powstałemu narodowi izraelskiemu. Zwłaszcza Księgi Kapłańska, Liczb, Powtórzonego Prawa podają prawa, jakimi miał się kierować Izrael. A trzeba przyznać, że były to prawa bardzo surowe. Za wiele przewinień obowiązywała kara śmierci przez ukamienowanie. Cała społeczność Hebrajczyków miała właśnie w ten sposób wyrazić swoją i Bożą dezaprobatę za takie przestępstwa jak oddanie swego dziecka w ofierze bożkowi Molochowi, wywoływanie duchów i wróżenie, przeklinanie Boga, zbieranie drewna w szabat, kierowanie ludzi do innych bogów, uparte nieposłuszeństwo dziecka wobec rodziców, brak dziewictwa w momencie zawarcia małżeństwa, zdradę czy za złamanie któregokolwiek z przykazań Dekalogu.

Apostoł Paweł napisał o swoim życiu przed nawróceniem, że był „obrzezany ósmego dnia, z rodu Izraelita, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, według Prawa – faryzeusz, co do gorliwości – prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości wynikającej z Prawa – człowiek nienaganny” (Flp 3,5-6). Tak, Paweł uważał siebie kiedyś za człowieka doskonale przestrzegającego Boże Prawo. Jednak za chwile dodaje: „To jednak, co było dla mnie zyskiem, uważam za stratę ze względu na Chrystusa. Nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na przewyższające wszystko poznanie Chrystusa Jezusa, mojego Pana” (w.7). Sprawiedliwość to postępowanie zgodne z prawem. Jest to ważne w życiu każdego wierzącego, ale jeśli stracimy z oczu Jezusa, to wszystko to, co wydawało nam się zyskiem, będzie stratą.

Faryzeusze bardzo dbali o funkcjonowanie tych przepisów i chętnie z nich korzystali uważając to za swój „święty obowiązek”. Dlatego też, gdy przyłapali pewną kobietę na cudzołóstwie, natychmiast przyprowadzili ją do Jezusa, chcąc Mu udowodnić, że nie przestrzega Prawa nakazanego przez Boga: „W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. Ty natomiast, co powiesz na to?” (J 8,5). Jak pewnie pamiętasz Jezus nie postąpił zgodnie z ich tokiem myślenia, ale przebaczył tej kobiecie. Można by z tego wysnuć wniosek, że miłosierdzie góruje nad sprawiedliwością. Inaczej mówiąc, że miłosierdzie i sprawiedliwość to dwa zupełnie różne, a wręcz sprzeczne ze sobą pojęcia: albo można być sprawiedliwym, albo miłosiernym, ale nigdy równocześnie. Faryzeusze byli sprawiedliwi – Jezus miłosierny.

Dziwny warunek

A jednak Chrystus ostrzegł wszystkim swoich naśladowców: „Mówię wam, jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie doskonalsza niż nauczycieli Prawa i faryzeuszy, nigdy nie wejdziecie do Królestwa Niebios” (Mt 5,20). Przez pewien czas nie rozumiałem tej wypowiedzi Zbawiciela. Jezus podał nam kilka warunków, jakie musimy spełnić, aby dostać się do nieba. Powiedział: „jeśli się kto nie narodzi wtóry, nie może ujrzeć Królestwa Boga” (J 3,3), „jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Boga” (J 3,5), „jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios” (Mt 18,3), „jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). To wszystko jest jasne, ale jak pogodzić sprawiedliwość faryzeuszy z miłosierdziem Chrystusa?

Boża sprawiedliwość czy miłosierdzie?

Borykałem się z tym problemem tak długo, aż odkryłem w Piśmie Świętym, że to wcale nie jest problem, że sprawiedliwość i miłosierdzie wcale nie stoją w sprzeczności z sobą. Problemem było to, że nie rozumiałem Bożego charakteru. Okazuje się, że Bóg ma też inne kryteria sprawiedliwości, z których wcześniej nie zdawałem sobie sprawy.

Apostoł Paweł napisał: „Teraz zaś niezależnie od Prawa została objawiona sprawiedliwość Boga, poświadczona przez Prawo i Proroków, sprawiedliwość Boga przez wiarę w Jezusa Chrystusa, dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, ponieważ wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga, a zostali usprawiedliwieni darmo, Jego łaską, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie” (Rz 3,21-24). Czyli istnieje coś takiego jak Boża sprawiedliwość niezależnie od Prawa (tzn. przykazań) i jest to zapisane w Prawie i Prorokach (tzn. w Starym Testamencie). To bardzo ciekawe i za chwilę do tego wrócimy. Tymczasem Paweł pisze dalej, że mimo naszej całkowitej grzeszności, przed którą żaden człowiek nie ucieknie i nie może się jej wyprzeć, Bóg usprawiedliwia nas zupełnie za darmo. Apostoł nie nazywa tego aktu miłosierdziem, ale sprawiedliwością Boga przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Co to znaczy? To znaczy, że nie ma konfliktu między sprawiedliwością a miłosierdziem? Jak to możliwe?

Paweł wyjaśnia to w następnych wersetach: „Jego to Bóg ustanowił narzędziem przebłagania przez wiarę, dzięki Jego krwi, żeby okazać swoją sprawiedliwość przez odpuszczenie grzechów, które zaistniały wcześniej, w czasie pobłażliwości Boga, i żeby okazać swoją sprawiedliwość teraz, w tym czasie, aby okazało się, że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia tego, kto wierzy w Jezusa” (Rz 3,25-26). To śmierć Chrystusa na krzyżu stała się przyczyną przebaczenia moich grzechów, a właściwie nie sama Jego śmierć, ale moja wiara, moje zrozumienie, że Zbawiciel umarł za moje grzechy, zamiast mnie. Że nie poniosę kary za moje postępowanie, ponieważ karę poniósł Jezus. Jeżeli w to wierzę, jeżeli uświadamiam sobie swój stan i Boże poświęcenie dla mnie, to Bóg przyjmuje to i nazywa usprawiedliwieniem z łaski przez wiarę. „Łaską przecież jesteście zbawieni przez wiarę” (Ef 2,8). „Zapłatą bowiem za grzech jest śmierć, a darem łaski Boga życie wieczne w Chrystusie Jezusie, naszym Panu” (Rz 6,23).

Czy w takim razie Jezus zapoczątkował nową naukę? Odwrócił dotychczas istniejący porządek rzeczy? Wbrew pozorom nie ma w tym nic nowego, to nie jest nauka dopiero Nowego Testamentu. Starotestamentowi prorocy doskonale to rozumieli. Gdy kończyło się siedemdziesiąt lat niewoli Izraelitów w Babilonii, prorok Daniel modlił się do Boga: „Zgrzeszyliśmy, zawiniliśmy i postępowaliśmy bezbożnie, zbuntowaliśmy się i odstąpiliśmy od twoich przykazań i praw. I nie słuchaliśmy twoich sług, proroków, którzy w twoim imieniu przemawiali do naszych królów, naszych książąt, naszych ojców i do całego pospólstwa” (Dn 9,5-6 BW). Jego modlitwa polegała na wyznawaniu swoich grzechów i grzechów całego narodu, a było ich wiele i to wcale nie błahych. Dokładnie zdawał sobie sprawę, w jakim stanie duchowym znajduje się Boży lud.

Parę wersetów dalej czytamy, jak zwraca się do Boga: „O Panie! Według twojej sprawiedliwości niech odwróci się twój gniew i twoja popędliwość od twojego miasta, Jeruzalemu, od świętej twojej góry! Gdyż z powodu naszych grzechów i naszych win Jeruzalem i twój lud znosi zniewagi od wszystkich, którzy są wokół nas” (Dn 9,16 BW). Czy widzisz tutaj jakiś paradoks? Czy nie powinieneś wziąć korektor i wymazać z tego miejsca słowo sprawiedliwość a wstawić miłosierdzie? Daniel najpierw wylicza wszystkie grzechy, a potem prosi o litość powołując się na Bożą sprawiedliwość? To tak, jakbym powiedział na rozprawie sądowej: „Wysoki Sądzie! Wiem, że popełniłem straszne przestępstwa i wiem, że nie ma dla mnie żadnego wytłumaczenia. Dlatego, ze względu na ogromną sprawiedliwość Wysokiego Sądu, bardzo proszę, aby Wysoki Sąd zlitował się nade mną zgodnie z zapisem Kodeksu Karnego”. Przecież w Kodeksie Karnym nie ma nic na temat litości!

Zgadza się, w świeckich prawach nie ma litości, ale Boże Prawo, jak to zrozumieliśmy na początku, jest zawieszone na miłości – nie może się bez niej obejść: „Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę, i dlatego stoi, by się zlitować nad wami, bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem. Szczęśliwi wszyscy, którzy Jemu ufają!” (Iz 30,18 BT).

Naśladowanie Boga

Teraz już wiesz, dlaczego Jezus nauczał, aby nasza sprawiedliwość była większa niż sprawiedliwość faryzeuszy (Mt 5,20). Oni trzymali się ściśle litery Bożego Prawa, zapominając najważniejszego, że jest ono zawieszone na miłości. Prawo Boże jest całkowicie uzależnione od miłości Boga Ojca.

Moja własna sprawiedliwość jest niczym, tak jak i twoja, i jego, i jej, i ich. Nie ma człowieka na tyle sprawiedliwego, aby zasłużył na Bożą akceptację. „Lecz gdy Pan, Bóg twój, wypędzi ich przed tobą, nie mów w swoim sercu: Przez wzgląd na moją sprawiedliwość wprowadził mnie Pan, abym wziął w posiadanie tę ziemię, a z powodu niegodziwości tych narodów wypędził je Pan przed tobą. Nie przez wzgląd na twoją sprawiedliwość i prawość twego serca idziesz, aby wziąć ich ziemię w posiadanie, lecz z powodu niegodziwości tych narodów wypędza je Pan, Bóg twój, przed tobą i aby dotrzymać słowa, które Pan dał pod przysięgą twoim ojcom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Wiedz tedy, że nie przez wzgląd na twoją sprawiedliwość daje ci Pan, Bóg twój, tę piękną ziemię w posiadanie, gdyż jesteś ludem twardego karku” (Pwt 9,4-6 BW). Jestem grzesznikiem „ponieważ wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga” (Rz 3,23).

Zdrada Marii

Wszyscy doskonale znamy tę historię. Wspominamy te wydarzenia pod koniec każdego roku, a są zapisane w Ewangelii według św. Łukasza 1,26-56. Spróbujmy spojrzeć na nią nietypowo, z jego punktu widzenia. Na przełomie dwóch er żyła sobie pewna rodzina. On miał na imię Józef, ona Maria. Pokochali się i postanowili pobrać. Ogłoszono zaręczyny. W tamtych czasach zaręczyny były traktowane jak ślub – mógł je unieważnić tylko rozwód, mimo że mieszkali jeszcze osobno. Zaraz po zaręczynach udała się z wizytą do swojej krewnej, Elżbiety i przebywała u niej przez trzy miesiące. W tym czasie zorientowała się, że jest w ciąży.

Po powrocie oczywiście spotkała się ze swoim narzeczonym i, najdelikatniej jak mogła, oznajmiła: „Kochany! Mam dla ciebie cudowną wiadomość, będziemy mieli dziecko”. Wyobrażasz sobie minę Józefa? I jego słowa: „Jakie my? Ja nic o tym nie wiem”. Który normalny mężczyzna uwierzyłby w jakieś wykrętne tłumaczenia o zapłodnieniu przez Ducha Świętego? Nie sądzę, żeby się taki znalazł. Józef również nie uwierzył Marii (i wcale mu się nie dziwię). Tylko co dalej?

Mógł udawać, że to jego dziecko, ale ludzie potrafią liczyć i z pewnością by mu wypomnieli cudzołóstwo, a właściwie seks przedmałżeński. Mógł też wyprowadzić Marię przed całą wioskę, aby wszyscy ją ukamienowali – on, jako pokrzywdzony, miał pierwszy rzucić kamieniem. Mógł ją ukamienować, miał takie prawo. Zwłaszcza że jest o nim napisane, iż był sprawiedliwy. Jednak sprawiedliwość Józefa doprowadziła go do zupełnie nietypowego działania. Przeczytaj uważnie, jak ewangelista Mateusz skrótowo opisuje tą historię:  „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Maria, Jego matka, była zaślubiona Józefowi. Zanim zamieszkali razem, okazało się, że za sprawą Ducha Świętego spodziewa się Dziecka. Jej mąż, jako człowiek sprawiedliwy, nie chciał narażać jej na zniesławienie i zamierzał oddalić ją potajemnie” (Mt 1,18-19). Zwróciłeś uwagę na ostatnie zdanie? Józef chciał uratować Marię przed obgadywaniem dając jej po kryjomu rozwód nie dlatego, że był miłosierny, litościwy, ale dlatego, że był sprawiedliwy! Tak więc Józef, człowiek żyjący na przełomie Starego i Nowego Testamentu, doskonale rozumiał charakter Boga ukazany przez wcześniej piszących proroków i jeszcze piękniej przedstawiony przez samego Jezusa. Rozumiał, że sprawiedliwość Boga opiera się (jest zawieszona) na miłości i chroni grzesznika, a nie potępia go.

Z dalszego ciągu tej historii można nauczyć się jeszcze jednego. Jest napisane o Józefie, że „gdy nad tym rozmyślał, anioł Pański ukazał mu się we śnie…” (Mt 1,20). Jeśli ktoś cię zranił, masz dwie drogi do wyboru. Albo będziesz o tym wciąż rozmyślał, coraz bardziej się gniewał i pobudzał do nienawiści i zemsty, albo będziesz się zastanawiał nad tym jak czynić dobrze tym, którzy zrobili ci krzywdę. Józef wybrał tą drugą drogę, a skutek tego był niesamowity – rozmawiał z aniołem. Przebaczając krzywdy ludziom i pragnąc czynić im dobro otwierasz twoje serce na Boga, zapraszasz Go do swojego życia i nawiązujesz z Nim autentyczne więzi.

Podobne doświadczenie przeżył Hiob: „Pan odmienił los Hioba, gdy ten modlił się za swoich przyjaciół” (Hi 42,10).

Boża sprawiedliwość

Prawdziwa sprawiedliwość – ta pochodząca od Boga – jest gotowa sama cierpieć, aby ulżyć innym. Sprawiedliwość to postępowanie zgodnie z prawem, a Bożym prawem jest miłość i miłosierdzie. Jeśli chcesz być sprawiedliwy, okazuj miłość. Jest to wspaniały dar od Boga. „Kto szuka sprawiedliwości i dobroci, znajdzie życie, sprawiedliwość i chwałę” (Prz 21,21).

Lecz kto chce się chlubić, niech się chlubi tym, że jest rozumny i wie o mnie, iż Ja, Pan, czynię miłosierdzie, prawo i sprawiedliwość na ziemi, gdyż w nich mam upodobanie – mówi Pan” (Jr 9,23 BW). Nasz Ojciec charakteryzuje się równocześnie miłosierdziem, prawem i sprawiedliwością. Każda z tych cech opiera się na Jego miłości do nas, w tak niezwykły sposób ukazanej na Golgocie.

Zgrzeszyłem przeciw Tobie samemu i na Twoich oczach zło uczyniłem. Bądź więc sprawiedliwy w swoim wyroku i prawy w swoim sądzie” (Prz 51,6). Czy byłbyś gotów w ten sposób zwrócić się do Boga? Dawid tak zrobił, ponieważ wiedział, na czym polega Jego sprawiedliwość. Wcale nie na zwykłym zapomnieniu o jego winie, ale na przemianie charakteru: „Nie zwracaj już uwagi na moje grzechy i wymaż wszystkie moje przewinienia. Boże, stwórz we mnie czyste serce i odnów we mnie moc ducha” (Prz 51,11-12).

Wróćmy jednak do przypowieści Jezusa z Łk 13,6-9. Teraz możesz zauważyć w niej, że Boża sprawiedliwość i miłosierdzie współpracują ze sobą i uzupełniają się wzajemnie, a nie przeczą, ponieważ Boża miłość jest wieczna (Jr 31,3), tak jak wieczna jest Dobra Nowina o zbawieniu w Jezusie Chrystusie (Ap 14,6).

© Kajetan Rzeziński

0 Comments

Polub nas na Facebooku

Poselstwo trzeciego anioła

Poselstwo trzeciego anioła

Życie ma sens

Życie ma sens