Dlaczego jestem chrześcijaninem
14 listopada 2025 • przez Adwentyści Poznań • w Artykuły
Jako chrześcijanin czułem się niezwykle dumny z faktu przynależności do wspólnoty chrześcijańskiej. Byłem wierzącym człowiekiem i wszystko wydawało się jasne. Jednak pewnego dnia zacząłem się zastanawiać, dlaczego jestem chrześcijaninem.
Odpowiedź na to pytanie jawiła się jako oczywista – jestem chrześcijaninem, bo moi rodzice są chrześcijanami, dziadkowie też byli, sąsiedzi i znajomi również. Gdybym urodził się na przykład w Turcji, pewnie byłbym wyznawcą islamu. Gdybym urodził się w Indiach, prawdopodobnie byłbym wyznawcą hinduizmu. Wniosek był prosty – jestem chrześcijaninem, bo urodziłem się w Polsce w rodzinie chrześcijańskiej.
Ta myśl zaskoczyła mnie, a jednocześnie skłoniła do refleksji. Zadałem sobie pytanie, czy nie ma innego powodu mojego bycia chrześcijaninem. Może jest nim na przykład moja miłość do Boga? Z przerażeniem uświadomiłem sobie jednak, że choć Boga kocham, to tak naprawdę Go nie znam, a nawet się Go boję. Nie miałem w ogóle pewności, czy będę zbawiony.
Chodziłem do kościoła, ponieważ traktowałem to jako chrześcijański obowiązek. Nawet czułem się nieco lepiej z tego powodu, ale przestało mi to wystarczać. Zapragnąłem czegoś więcej – przede wszystkim odpowiedzi na pytanie: dlaczego jestem chrześcijaninem? Zatęskniłem za relacją z Jezusem – za życiem opartym na osobistej łączności z Bogiem.
Ponieważ w dzisiejszym świecie panują różne opinie na temat Boga, często krzywdzące i subiektywne, zamierzyłem dotrzeć do prawdy o Bogu. Gdzie miałem jej szukać, aby Go najlepiej poznać? Doszedłem do wniosku, że najlepszym źródłem objawienia Boga jest samo Pismo Święte.
Poszukując odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, skierowałem się więc do Pisma Świętego. Miałem je w pokoju na półce, trochę przykurzone i chyba nigdy nieczytane. Naturalnie, byłem dumny z posiadania tej księgi i miałem wrażenie, że dodaje mi wartości i świadczy, że jestem człowiekiem religijnym. Rzeczywistość była jednak inna – Pisma Świętego nie czytałem i niemal go nie znałem. Stanowiło ono jedynie element dekoracyjny mojej biblioteczki.
Postanowiłem nadrobić zaległości. Z początku szło mi to z trudem, ale z czasem rozsmakowałem się w regularnym czytaniu Pisma Świętego. W Ewangelii według św. Jana przeczytałem, że najważniejszym celem w życiu człowieka powinno być poznanie Boga. Zrozumiałem, że gdy Go poznam, będę mógł Mu służyć z radością i bez lęku.
„Na tym polega życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”. (J 17,3)
Niekiedy miałem skrupuły, że może nie powinienem zagłębiać się w czytanie Słowa Bożego, skoro nie jestem duchownym. Jednak słowa apostoła Pawła z 2 Listu do Tymoteusza rozwiały wszelkie obawy:
„Od dzieciństwa znasz przecież Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu dzięki wierze w Chrystusa Jezusa. Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, przekonywania, upominania, do wychowywania w sprawiedliwości”. (2 Tm 3,15-16)
Z tych słów zrozumiałem, że już nawet dzieci mogą czytać Pismo Święte i że ma ono autorytet Bożego natchnienia. Nie ma drugiej takiej księgi ani lepszego fundamentu, na którym chrześcijanin miałby opierać swoje poznanie i wiarę w Boga.
Szczególnie zaskoczyło mnie, że wiele postaci, do których się modliłem i które uznawałem za pośredników między mną a Bogiem, w ogóle nie występuje w Piśmie Świętym. Nawet rola uczniów Jezusa jest stosunkowo marginalna. Całe przesłanie Pisma Świętego koncentruje się natomiast tylko na Chrystusie. Odkrycie to bardzo mnie poruszyło. Uświadomiłem sobie, że byłem w błędzie, nie mając pojęcia o Bożej nauce o jedynym i wystarczającym pośrednictwie i orędownictwie Jezusa wobec człowieka. W Ewangelii według św. Jana znalazłem słowa Jezusa:
„Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”. (J 14,6)
Teraz już wiedziałem, że nikt inny oprócz Chrystusa nie może mnie doprowadzić do Boga Ojca. Nikt nie może dojść do Ojca inaczej niż przez Niego.
Zastanawiałem się jednak, czy potrzebuję ludzkich pośredników, bo skoro Jezus jest Bogiem, może nie potrafi w pełni zrozumieć mnie jako człowieka. Natknąłem się wtedy na słowa apostoła Pawła z 1 Listu do Tymoteusza:
„Jeden jest bowiem Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus”. (1 Tm 2,5)
Wyraźnie jest tam napisane, że jest tylko jeden pośrednik – Jezus Chrystus, który w naturze człowieka poznał potęgę pokus i głębię cierpienia. Apostoł kontynuuje tę myśl w Liście do Hebrajczyków:
„Dlatego musiał [Chrystus] we wszystkim upodobnić się do braci, aby wobec Boga stać się miłosiernym i wiernym arcykapłanem, by zgładzić grzechy ludu”. (Hbr 2,17)
Uświadomiłem sobie, że Jezus nie tylko umarł za ludzkość, zmartwychwstał i wstąpił do nieba, ale tam dalej służy nam jako pośrednik i arcykapłan. Na ziemi Chrystus doświadczył więcej pokus i trudności niż ktokolwiek z ludzi. Nikt tak dobrze nie rozumie problemów i słabości człowieka i nikt tak jak On nie potrafi kochać człowieka miłością bezwarunkową. Dlatego tylko On może być naszym pośrednikiem przed Bogiem. Tak wierzył też apostoł Piotr, gdy mówił:
„Nie ma w nikim innym zbawienia. Nie dano bowiem ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni”. (Dz 4,12)
Podobnie apostoł Jan, umiłowany uczeń Pana Jezusa, kierował uwagę czytelników wyłącznie na Niego:
„Dzieci moje, piszę wam to, abyście nie grzeszyli. Gdyby jednak ktoś zgrzeszył, mamy Orędownika przed Ojcem – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, a nie tylko za nasze, lecz także za grzechy całego świata”. (1 J 2,1-2)
Niestety, w tym czasie, pomimo tych jasnych wypowiedzi Pisma Świętego nadal uważałem, że w niebie muszą być jacyś święci, którzy w oparciu o swoje ziemskie zasługi mogą wspierać mnie w osiągnięciu zbawienia.
W poszukiwaniu pewności ponownie zwróciłem się do Pisma Świętego. Skoro dla Jezusa i apostołów było ono jedynym autorytetem kształtującym wiarę, tym bardziej powinno być takim autorytetem dla mnie. Pan Jezus wielokrotnie cytował Pismo, używając słowa „napisano”, zwłaszcza gdy odpierał ataki przeciwników. Ostrzegał też przed nieznajomością Pisma Świętego, która prowadzi do błędnego rozumienia Boga i Jego woli wobec nas. Ewangelista Mateusz zanotował słowa Pana Jezusa:
„Błądzicie, bo nie znacie Pisma ani mocy Boga”. (Mt 22,29)
Te słowa przeraziły i zasmuciły mnie. Pojąłem, że nieznajomość Pisma mogła być przyczyną wielu błędów w moim życiu. Do tamtej pory moje chrześcijańskie życie opierało się na bezmyślnym kopiowaniu zwyczajów i praktyk religijnych innych ludzi. Nie zastanawiałem się nawet, czy były zgodne z nauką Jezusa. Można powiedzieć, że byłem duchowym analfabetą, ślepo ufającym księdzu i ludziom. Podobnie postępuje dziś wielu ludzi – wierzą w nauki niemające podstaw w Piśmie Świętym, nie zdając sobie z tego sprawy.
Przypomina mi to dialog duchownego z pewnym człowiekiem:
– W co pan wierzy? – zapytał duchowny.
– Wierzę w to, co głosi mój kościół – odpowiedział zapytany.
– A w co wierzy pański kościół?
– Wierzy w to, w co ja wierzę.
– Wobec tego w co wierzycie? – pytał dalej niezrażony duchowny.
– Wierzymy w to samo – z rozbrajającą szczerością wyznał pytany.
Żeby znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, postanowiłem z jeszcze większą determinacją czytać Słowo Boże. Kilka razy czytałem słowa apostoła Pawła z Listu do Rzymian:
„Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego”. (Rz 3,10-12)
Zaskoczony pomyślałem wówczas: „A może jednak są wyjątki, jacyś wyjątkowi święci ludzie?” Jednak kolejne fragmenty tego samego listu jeszcze bardziej mnie dotknęły:
„Wszyscy zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie, które jest w Jezusie Chrystusie”. (Rz 3,23-24)
Skoro „wszyscy”, to znaczy, że również „święci”, do których się modliłem! Odkryłem, że ich pozycja przed Bogiem nie była ani nie jest lepsza od mojej. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Każdy człowiek ma tę samą drogę do zbawienia, a droga do Ojca wiedzie tylko przez Chrystusa. Ap. Paweł napisał, że dostępujemy zbawienia „darmo z Bożej łaski, przez odkupienie, które jest w Chrystusie”. To jest podstawą naszego zbawienia.
W tym czasie pojawiło się kolejne pytanie: co w takim razie z zasługami i dobrymi uczynkami? Moja ludzka natura była przyzwyczajona do zasług. Ludzie są za zasługi nagradzani, wyróżniani i traktowani wyjątkowo. Czytałem więc dalej, aż znalazłem fragment mówiący o podstawie naszego zbawienia – dziele Boga:
„On nas wybawił i powołał świętym powołaniem, nie na podstawie naszych uczynków, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam została dana w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami”. (2 Tm 1,9)
Inny fragment, ze starotestamentowej Księgi Izajasza, jeszcze dosadniej ukazał mi niewystarczalność naszych dobrych uczynków:
„My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher”. (Iz 64,5)
Z wolna zacząłem pojmować, że nie ma w nas samych niczego, czym moglibyśmy się skutecznie pochwalić przed Bogiem; niczego, co mogłoby nas wywyższyć. Ponieważ wszystko, co dobre w nas, pochodzi od Boga, nasza jedyna nadzieja jest w Chrystusie i JEGO zasługach. Nasze dobre uczynki są niewystarczające – one nas nie zbawią. Ucieszyłem się, że zbawienie jest Bożym darem przyjmowanym przez wiarę. Nie ma innego sposobu, by je otrzymać. Apostoł Piotr napisał:
„Wiecie przecież, że nie tym, co przemijające – srebrem lub złotem – zostaliście wykupieni z waszego bezużytecznego postępowania przekazanego przez ojców, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako Baranka niewinnego i bez skazy”. (1 P 1,18-19)
Czasem mówi się, że ktoś inny może wziąć na siebie odpowiedzialność za grzesznika – tak też uczynił dla nas Chrystus. O tym, czego dokonać miał Chrystus, by nas ratować, przepowiedział prorok Izajasz:
„On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści (…). Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienia dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich. (…) Po udręce i sądzie został usunięty, a kto się przejmuje jego losem? Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących, za grzechy mego ludu został zabity na śmierć (…) chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie powstało”. (Iz 53,4-6.8-9)
Za każdym razem, gdy to czytałem, byłem głęboko poruszony, a łzy same cisnęły się do oczu. Słowa te przepowiadały cierpienie i śmierć Jezusa za nasze grzechy, w tym również za moje. Chrystus zgodził się ponieść konsekwencje ze względu na niezwykłą miłość, jaką nas darzy – pomimo że sam nigdy nie zgrzeszył. Nie było innego sposobu na zbawienie człowieka.
Przekonały mnie również słowa, że nikt nie potrafi kochać człowieka tak bardzo jak Bóg:
„Boża bezwarunkowa miłość z pewnością jest niewytłumaczalna. Bezwarunkowa miłość to taka, która trwa bez względu na wszystko. (…) Nie możesz zrobić nic, by Bóg przestał cię kochać tak, jak cię kocha. Nasze czyny nie wpływają na stan Jego miłości – nastawienie Jego serca do nas. Kiedy odwracamy się od Niego, On nadal nas kocha. Kiedy odrzucamy zaproszenie, by przyjść do Niego, On nadal nas kocha. Nasze czyny mogą Mu sprawiać ból. (…) Nasze niewłaściwe decyzje mogą powodować smutek, ale nic nie jest w stanie zmienić Jego niezawodnej miłości”. (Mark Finley, „W objęciach miłości”)
Znalazłem pociesznie w Bożym zapewnieniu:
„Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę”. (Jr 31,3)
Po trwającym jakiś czas studiowaniu Pisma Świętego, podjąłem decyzję, że nie potrafię odwrócić się od takiej miłości. Te słowa z Księgi Jeremiasza mają tak głęboką wymowę; poświadczają, że tylko Chrystus, który umiłował nas miłością bezwarunkową i wieczną, wziął na siebie nasze grzechy i zapewnił nam zbawienie. Tylko On jest naszym Odkupicielem i Zbawicielem. Tylko on jest godzien, bo nie popełnił nigdy żadnego grzechu. Tylko Jego zasługi są dla mnie ratunkiem i gwarancją zbawienia. Dlatego zaprosiłem Jezusa do mojego życia.
Teraz moje życie w wierze w Jezusa niesie ze sobą wewnętrzny spokój. Moja nadzieja na życie wieczne nie opiera się już na moich staraniach, lecz na Chrystusie i tym, czego On dokonał dla mnie. Przyjmuję przez wiarę, że cudowna Boża łaska uratowała mnie. Teraz moja bezsilność łączy się z Jego siłą, a moja niewiedza z Jego mądrością.
Drogi Przyjacielu, pragnę zadać Ci to samo pytanie, które kiedyś postawiłem sobie:
„Dlaczego jesteś chrześcijaninem?”
Jestem bardzo ciekaw Twojej odpowiedzi. Może pewnego dnia będziemy mieli okazję spotkać się i porozmawiać na ten temat. Jednak już dziś chcę Ci powiedzieć, że byłoby dla mnie największą radością, gdybyś uznał Pana Jezusa za swojego jedynego Zbawiciela, Orędownika i Najwyższego Kapłana.
Cytaty biblijne, jeśli inaczej nie zaznaczono, pochodzą z ekumenicznego przekładu Pisma Świętego Nowego Testamentu i Psalmów wydanego w Warszawie w roku 2001 nakładem Towarzystwa Biblijnego w Polsce.

