Blog

Życie to gra

25 października 2010 • przez • w Artykuły

Życie jest jak gra

Życie jest jak gra na bardzo dziwnej planszy. Gra zaczyna się bez naszej woli. W chwili rozpoczęcia gry cała plansza zaczyna się przesuwać, popychając nas do przodu. Nie ma najmniejszych szans zrobić krok do tyłu. Nie można nic już zmienić, poprawić… Idziemy po bardzo zróżnicowanym terenie, od szerokiej prostej, bitej brogi, po kamieniste i zarośnięte bezdroża. Tam czekają na nas pułapki i miny. Czy chcemy czy też nie, to musimy przez to przejść. To jednak nie koniec. Cała plansza kończy się szeroką przepaścią. Dopiero za nią jest dom, do którego wszyscy chcemy dotrzeć. Dom piękny, ciepły i bezpieczny. Docieramy do końca gry i chcielibyśmy przejść przez most, bo przecież ten most jest, tylko my, często zabiegani i zaślepieni nie widzimy go, lub…nie chcemy go dostrzec. Albo…nie mamy czasu iść wzdłuż przepaści i poszukać go. Plansza przesuwa się dalej i spycha nas w przepaść w miejscu, w której do niej dotarliśmy. To dla niektórych jest koniec gry. Ale niekoniecznie tu się wszystko musi kończyć! Wszystko zależy od tego, jakiego dokonam wyboru. Most albo przepaść.

Gdy Jezus umierał na krzyżu, położył most nad przepaścią, most między ziemią, a niebem, most pomiędzy człowiekiem, a Niebiańskim Ojcem. Mogę iść przez życie sama wybierając drogę na oślep, bo WYDAJE mi się, że tak jest najlepiej. Mogę jednak poprosić Boga by był moim przewodnikiem. On dokładnie zna teren, po którym idę. Nie obiecuje mi On, że będzie łatwo, że żadna przykrość mnie nie spotka, ale obiecuje, że zawsze będzie ze mną. Pomoże, wesprze, doda siły, przeprowadzi przez mgłę. I….doprowadzi mnie prosto do mostu, abym mogła przejść nad przepaścią i wejść do domu Ojca. On mówi dziś: idź dokładnie moim śladem. A ja? Czasami idę za nim, ale stopy stawiam obok jego śladów, bo wydaje mi się, że tak wygodniej. Czasem idę nie za nim, ale obok niego. Czy więc to jego wina, że ciągle upadam i potykam się??

Każdego dnia na nowo uczę się zaufania do Niego. Staram się z Nim nie dyskutować, po prostu chce Mu zawierzyć. Codziennie mimo kłopotów i smutków doświadczam Jego obecności i troskliwej opieki. Ktoś, kto patrzy na mnie z boku, może powiedzieć: ty chyba żartujesz? Popatrz ile łez i bólu doświadczyłaś! Tak, to prawda. Ale gdybym szła sama, nie znając drogi, czy żyłabym jeszcze?? To dzięki Bogu mam siłę by przejść przez trudy życia, On podnosi mnie gdy upadam, ociera łzy, koi ból. Daje nadzieję. Zmienia mnie, wskazuje cel i pomaga iść do przodu. Każdego dnia mówi, abym patrzyła tylko na Niego, żyła wiarą i nadzieją. I choć czasami mi jeszcze nie wychodzi to stawianie stopy w Jego ślady, to wiem, że chcę to robić, że to jest dla mnie najlepsze.

Tak wiele zależy od tego jaką decyzję podejmiemy w życiu. A Ty, z kim i dokąd idziesz? Przemyśl swoją decyzję. Nie jest to ważne ile masz lat. Nie warto iść na oślep. Jezus chce Ci towarzyszyć w wędrówce życia. Czeka tylko na Twoje zaproszenie. Nie warto męczyć się samemu, nawet gdy wydaje się, że wszystko idzie ku dobremu.

Szczęśliwej drogi. Wierzę, że spotkamy się …za mostem.

M

0 Comments

Polub nas na Facebooku

Wtorki z Biblią

Poselstwo trzeciego anioła

Poselstwo trzeciego anioła

Życie ma sens

Życie ma sens