Dekalog jako ewangelia
Ludzie epoki burzliwego rozwoju techniki są z jednej strony dumni ze swych osiągnięć, lecz z drugiej strony odczuwają coraz wyraźniej, że ich człowieczeństwu zagraża niebezpieczeństwo. Nie kontrolowana aktywność może szybko i bez trudu pozbawić człowieka tych wartości wewnętrznych, które wyróżniają go spośród innych żywych stworzeń. Coraz rzadziej człowiek ulega utopii, że sama zmiana struktur społecznych zapewni mu szczęście.
Wielu ludzi ponownie uświadamia sobie, że chcąc realizować nakaz: „człowieku, bądź człowiekiem”, musi zwracać się do Bożego objawienia. Spiżowym zaś fundamentem tego objawienia jest dekalog, traktowany jako jądro biblijnych reguł życia. Reguł, które obejmują powinności wobec Boga, bliźniego i samego siebie. Niestety, wielu chrześcijan, a nawet teologów, nie zdaje sobie sprawy, że dekalog jest nie tylko prawem, ale także dobrą nowiną (ewangelią).
Natomiast fakt, że w chrześcijańskich katechizmach dekalog został skrócony, a mówiąc dokładniej — wręcz okaleczony — to już inny problem. Zaczyna się tam bowiem od słów: „Jam jest Pan, Bóg twój (…). Nie będziesz miał innych bogów obok mnie”. W tym ujęciu przykazania przyjmują wyłącznie charakter przepisów, praw, nakazów czy rozkazów. Stąd już niedaleko do wyobrażania sobie Boga jako surowego pana i władcy, zamykającego człowieka w ustalonych przez siebie wąskich ramach postępowania, a przekroczenie ich jest karane. Tak naprawdę to dekalog rozpoczyna się od słów: „Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli” (II Mojż. 20,2).

