Blog

#16 Co mówił Jezus o sądzie ostatecznym

3 listopada 2010 • przez • w Co mówił Jezus?

Co mówił Jezus o…
sądzie ostatecznym

Wczesnym rankiem pewien młodziutki student prawa sam siedział w biurze adwokackim. Nagle wydało mu się, że słyszy jakby głos rozlegający się z głębi serca: „Co zamierzasz robić po ukończeniu studiów?” Odpowiedź nie nastręczała trudności:
– Oczywiście będę pracował jako adwokat.
– I co wtedy?
– Zarobię trochę pieniędzy, stanę się bogatym człowiekiem.
– I co wówczas?
– Wybuduję sobie piękny dom, założę rodzinę, zdobędę szacunek i dobre imię.
– I co potem?
– No cóż… Sądzę, że zestarzeję się i pójdę na odpoczynek.
– A co potem?
– Umrę w końcu.
– A co potem?

Słowa te dręczyły go coraz mocniej „co potem?” Co wtedy po śmierci? Gdzieś zasłyszane w dzieciństwie słowa przyszły mu na myśli: „A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd…” (Hebr. 9.27).

Młody prawnik przejęty tą dziwną myślą poderwał się z krzesła i wybiegł na ulicę. Znalazłszy się opodal lasu, zanurzył się w gęstwinie i na środku zacisznej polanki upadł na twarz przed Bogiem modląc się i wyznając grzechy. W modlitwie swej prosił Boga, aby pozwolił mu pojednać się ze Sobą i aby starczyło mu na to czasu.

Młodemu człowiekowi wydawało się, że widzi już siebie na sądzie ostatecznym przed Bogiem. Studiował przez cztery lata prawo, miał więc czas oswoić się z procedurą sądową. Prawo studiował wyłącznie z myślą o sobie, o swych potrzebach i przyjemnościach. Teraz uświadomił to sobie.

Dopiero teraz, tutaj, zrozumiał w pełni przeznaczenie człowieka, ostateczny cel swoich studiów i całej swojej dotychczasowej pracy oraz zdobywania wiedzy. „Życie mieć będzie wartość wtedy -rozumował – gdy jego celem nadrzędnym stanie się służba Bogu, głoszenie Jego chwały i wysławianie Jego imienia.”

Od tego dnia – a raczej od tej chwili – życie studenta wypełnił pokój i cicha radość, ciche szczęście człowieka zdążającego świadomie ku celom najwyższym i najpewniejszym, nie zaś ku mamidłom i złudom. Takiej harmonii wewnętrznej mógłby mu pozazdrościć nie jeden zapracowany od świtu do nocy człowiek, nie bardzo nawet świadomy tego, dlaczego, po co i dla kogo żyje.

Inna rzecz, że młody człowiek z cenzusem uniwersyteckim zasłynął później nie tyle jako adwokat, ile jako płomienny kaznodzieja, wybitny działacz ewangelizacyjny, sprawca nawrócenia w ciągu lat 50 na drogę Chrystusową wielu tysięcy istot ludzkich. Był to Karol Finney, wybitny ewangelista amerykański.

Co Jezus powiedział na temat sądu? Przede wszystkim oznajmił, że na sądzie odpowiedzialność obejmuje każde słowo, myśl, czyn, każdy wybór drogi życiowej, wszystko, gdyż takie jest prawo panujące we wszechświecie. Dzień sądu nadejdzie. Jezus uczył tego z przekonaniem.

Rozważając te słowa zatrzymajmy się myślą przy miastach, o których Ewangelia mówi: „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido; bo gdyby w Ty-rze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i w popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz strącone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy. Ale powiadam wam: Lżej będzie ziemi sodomskiej w dzień sądu aniżeli tobie” (Mat. 11,21-24). Tak jest – dzień sądu nadejdzie.

Zwróćmy uwagę, że w czasach, gdy żył na ziemi Zbawiciel, mówił o dniu sądu w czasie przyszłym: „Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dzień sądu… Lżej będzie ziemi sodomskiej w dzień sądu aniżeli tobie”. Dzień sądu jeszcze nie nadszedł, choć Sodoma i Gomora zostały zniszczone ogniem niebieskim, starte z powierzchni ziemi na wiele wieków przed Chrystusem. Dzień sądu dla mieszkańców tych miast jeszcze nie nadszedł.

Wszyscy jesteśmy w stanie przyjąć lub odrzucić światło prawdy, które nas oświeca. Będziemy za to odpowiadać przed Bogiem! Będziemy odpowiedzialni za odrzucenie ewangelii. Jeśli odrzucimy to światło prawdy, lżej będzie Sodomie i Gomorze w dzień sądu niż nam, ludziom świadomie zaprzeczającym Prawdzie!

Ludzie, których Chrystus nauczał chodząc po ziemi, mieli więcej tego światła niż pokolenia poprzednie, żyjące choćby w czasach Jonasza. Jezus powiedział: „Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza upamiętali się, a oto tutaj więcej niż Jonasz” (Mat. 12,41). Sam Syn Boży głosił tym ludziom wezwanie do upamiętania, podczas gdy w wyniku kazania Jonasza, nie tak wielkiego kaznodziei jak Zbawiciel świata, Niniwa pokutowała.

Jezus mówił dalej: „Królowa z Południa stanie na sądzie wraz z tym pokoleniem i potępi je; bo przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tutaj więcej niż Salomon” (w. 42).

Królowa Saby przybyła, jak wiemy, poznać mądrość Salomona; Jezus, który sam jest prawdziwą Mądrością Bożą, nauczał współczesnych sobie, lecz to pokolenie nie posłuchało Go! Wynika stąd jasny wniosek, że na sądzie Bożym sądzić się je będzie stosownie do światła, które temu pokoleniu przez cały czas towarzyszyło.

Nie leżało w Bożych zamiarach, aby pierwsze przyjście na świat Chrystusa pociągnęło za sobą potępienie i karę za Jego odrzucenie. „Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez Niego zbawiony” (Jan 3,17). Celem przyjścia na świat Jezusa było zbawienie ludzi i przyjście im z pomocą. Ci, którzy odtrącili od siebie światło, jakie przyniósł Zbawiciel, ci zostali potępieni przez samych siebie i skazani na ciemności. „Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe” (w. 18.19). To nie nieświadomość doprowadziła tych ludzi do wiecznego potępienia na sądzie Bożym, lecz nienawiść do światła prawdy i uporczywe odrzucanie go.

Jak ważne są słowa Chrystusa o sądzie! Bóg zlecił Synowi Swemu przeprowadzenie tego sądu. W Ewangelii Jana czytamy: „Bo i Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszelki sąd przekazał Synowi, aby wszyscy czcili Syna, jak czczą Ojca” (Jan 5,22.23). Skoro stanąć mamy na sądzie Bożym twarzą w twarz z Chrystusem, jakże możemy nie uznawać Syna Bożego za Zbawiciela świata, jakże możemy nie oddawać Mu czci?

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota” (w. 24). To tylko czeka tego, kto wierzy w Chrystusa. Nie tylko o żyjących mówi Chrystus ale też o tych, którzy w przeszłości umarli wierząc w Bożą obietnicę: „usłyszą głos Syna Bożego i ci, co usłyszą, żyć będą. Jak bowiem Ojciec ma żywot sam w sobie, tak dał i Synowi, by miał żywot sam w sobie. I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos Jego; i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd” (w. 25-29).

Będą wówczas tylko dwie wielkie grupy ludzi. Nie będzie biednych i bogatych, ani mądrych i niewykształconych, czy kulturalnych i pozbawionych dobrych manier, lecz grupa sprawiedliwych i grupa niesprawiedliwych – zbawionych i potępionych.

Ten wielki podział dokonany zostanie przez Pasterza na podobieństwo selekcji jaką przeprowadza się w stadzie, oddzielając owce od kóz. Ale zapamiętajmy: łagodny, cichy i miłosierny Jezus, nasz Zbawiciel i Odkupiciel, dokona tego wielkiego podziału! On będzie Tym, który wypowie wyrok ostateczny. „A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie z nim, tedy zasiądzie na tronie swej chwały. I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy. Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie królestwo przygotowane dla was od założenia świata. Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny zgotowany diabłu i jego aniołom. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mat. 25,31-34.41.46).

Jakiż to obraz dnia, godziny, chwili! Czy jesteśmy na to gotowi? Czy możemy spokojnie wyglądać powtórnego przyjścia Chrystusa? Tak, bowiem to on jest naszym sędzią, ale i obrońcą, kapłanem ofiarującym za nas przed Ojcem Swą przelaną w męce krew, która zmywa wyznawane przez nas grzechy.

Pewna bardzo kulturalna niewiasta, typowe dziecię naszego wieku, nie chciała niczego słyszeć o sądzie ostatecznym, ani o odpowiedzialności moralnej. Żyła sobie po swojemu, nie troszcząc się o nic i unikając wszelkich tematów dotyczących zagadnienia powtórnego przyjścia Chrystusa.

Kiedyś zauważyła w pobliżu swego domu biały, niedawno ustawiony namiot. W ciągu kilku kolejnych wieczorów dochodziły stamtąd dźwięki przepięknej muzyki oraz odgłosy bardzo przyjemnie prowadzonych rozmów. Postanowiła wejść. Oczom jej rzucił się napis zapowiadający temat wieczornego wykładu: „Sąd ostateczny”. Słowa te podziałały na nią jak piorun. „Sąd! Sąd!” – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Nie chciała o tym słyszeć, wróciła do domu.

Wchodząc na schody zauważyła chłopca sprzedającego na rogu ulicy gazety i czasopisma. Widziała nagłówki, tytuły; wszystko zdawało się wołać, alarmować: „Sąd nadchodzi, sąd nadchodzi!”.

I znowu po raz dziesiąty, po raz setny, natrętnie, uporczywie, przemożnie: Sąd, sąd, sąd… Znacie to uczucie? Wbiegając do domu kobieta postanowiła odizolować się od tych spraw; udała się do swego pokoju, zamknęła drzwi na klucz i próbowała zasnąć. Lecz wielki zegar ścienny wybijając godziny zdawał się wołać: „Sąd! Sąd!”.

W końcu niewiasta zerwała się z łóżka i całkiem załamana otworzyła swe serce przed Bogiem. Powierzając wszystko Chrystusowi pragnęła przygotować się na sąd Boży.

Musimy zapamiętać to arcyważne stwierdzenie, że Jezus przyszedł raz na świat nie po to, by go sądzić, lecz po to, aby świat zbawić. Wszyscy, którzy odrzucili Jego zbawienną dłoń podlegać będą Jego sądowi. Sprawdzą się wówczas słowa Chrystusa: „A jeśliby kto słuchał słów moich, a nie przestrzegał ich, ja go nie sądzę; nie przyszedłem bowiem sądzić świata, ale świat zbawić. Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem sądzić go będzie w dniu ostatecznym” (Jan 12,47.48).

W Swej wspaniałej przypowieści o talentach Jezus przepowiedział, że zły sługa będzie potępiony na podstawie własnych słów (Łuk. 19,22). Za ilustrację tej przypowieści niech posłuży przypadek, jaki miał miejsce w Szkocji, kiedy to pewien prawnik okazał się złym człowiekiem. Wynajął mianowicie konia i po jakimś incydencie zabił go. Właściciel zażądał odszkodowania za zabite zwierzę.

Prawnik zgodził się płacić regularnie, ratami. Właściciel przystał na to, a wówczas prawnik poprosił go o dłuższy termin do zapłacenia wszystkich kolejnych rat. Tamten również się na to zgodził. „Rozłóż to sobie na tyle czasu, ile ci potrzeba” – rzekł właściciel. W swej bezczelności prawnik oświadczył: „aż do dnia sądu”.

Wierzyciel był w końcu zmuszony podać go do sądu. Gdy pozew trafił do rąk sędziego, ten oświadczył, że sprawa trafiła tam, gdzie należy. „Dziś właśnie jest dla oskarżonego dzień sądu. Żądam, aby oskarżony zapłacił do jutra całą należność.”

Stało się więc to, co w przypowieści Chrystusa nazywa się potępieniem „na podstawie własnych słów”.

Oczywiście ludzie sądzeni będą nie tylko za swe własne słowa, lecz i za sposób, w jaki sądzili innych. Jezus powiedział: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą” (Mat. 7,1.2). Ten nasz sąd nad innymi dotyczy nie tylko czynów, lecz i myśli: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd” (Mat. 5,21.22).

Jak mylny i niedoskonały jest często nasz sąd o innych ludziach! Mylimy się, źle kwalifikujemy i niesprawiedliwie wyrokujemy o czynach innych. Lecz Jezus jest nieomylny, a sąd Jego – doskonały pod każdym, względem, ponieważ Jezus zna człowieka, wie jaki jest (Jan 2,25).

Jezus przyjął ciało człowieka i był kuszony „we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu” (Hebr. 4,15). Jezus rozumie nasze niedostatki i ułomności, pełen jest ogromnego współczucia dla nas. Jest On sprawiedliwym, ale i miłosiernym sędzią.

Z pewnością nasze sądy są często niesprawiedliwe, subiektywne. Możemy jednak być szczęśliwi wiedząc, że na sądzie ostatecznym wzięte zostaną w rachubę najmniejsze nawet sprawy naszego dnia powszedniego, wszystkie nasze ukryte myśli i intencje zostaną tam właściwie przez Jezusa ocenione.

Musimy pamiętać, że Duch Święty oświeca umysły i serca, pomaga znaleźć właściwą drogę, jest sędzią i pomocnikiem człowieka w życiu. Wpaja On w nasze serca świadomość odpowiedzialności za wszystkie nasze czyny. Jezus powiedział wprost, że musimy odpowiedzieć za nie. A prawda ta dotyczy nie tylko ludzi, lecz i aniołów z szatanem włącznie. „Książę tego świata został osądzony” – powiedział Zbawiciel (Jan 16,11).

Sąd ten zaczął się na krzyżu. Na oczach całego świata rozegrała się tak bolesna, a zarazem pełna triumfu sprawiedliwości scena. Miłość pokonała pychę. Wizja tego sądu trwać będzie po wieczne czasy. Samo natomiast wykonanie wyroku nastąpi po sądzie ostatecznym. Jezus przyjdzie na świat nie tylko po to, aby zniszczyć dzieło szatana, by sparaliżować jego poczynania, lecz żeby zniszczyć samego sprawcę zła (Jan 12,31; Hebr. 2,14). Będzie to ostatnie dzieło sprawiedliwego sądu: zniszczenie szatana i grzeszników.

Nie popełniajmy tu łatwej do zrobienia pomyłki, a mianowicie: nie każde kolejne doświadczenie jest już sądem. „Jak postanowione jest ludziom raz umrzeć.” Wiemy, że śmierć jest powszechna, świadczą o tym miliony grobów. Boże objawienie dodaje dalej: „a potem sąd” (Hebr. 9,27).

Sąd ten odbędzie się według zasady: „Tak więc po owocach poznacie ich” (Mat. 7,20). Ludzie będą sądzeni „według uczynków swoich” (Obj. 20,13). Sąd Boży sądzić będzie człowieka, nie według wyznania, lecz na podstawie owocu życia.

Czy widzieliście kiedyś starą jabłoń, wyschłą, połamaną, zniszczoną, ale dźwigającą jeszcze słodkie, dojrzałe owoce? Nie wiadomo wówczas czy litować się nad jej starością, czy raczej podziwiać owoce. A czy oglądaliście kiedykolwiek drzewo zielone i kształtne, na pierwszy rzut oka wspaniałe, lecz za to bez owoców? Tak może być i z nami na sądzie ostatecznym. Liczą się owoce naszego życia, a nie to, co wyznajemy, do czego się przyznajemy. Pamiętajmy wszyscy, jak to Jezus spowodował uschnięcie drzewa figowego, które było jałowe i nie dawało owoców. Ono już przyszło przed sąd. Jego dzień ostateczny przeminął.

Z całą pewnością Bóg będzie sądził człowieka nie na podstawie tego, co człowiek powie o sobie, lecz na podstawie znajomości tego, co działo się i dzieje w duszy każdego z nas. Bóg ma wgląd w te sprawy. Nie po czym innym, ale po naszych owocach będą nas poznawać.

Drogą prowadzącą do przygotowania się na dzień sądu jest złożenie naszych grzechów Chrystusowi. Chrystus zabiera je od nas, a Bóg przebacza nam nasze winy. „Wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (l Jana 1,9). A zatem moglibyśmy stanąć przed Bogiem tak, jak gdybyśmy nie grzeszyli nigdy, skoro Chrystus dźwignął nas z upadku i wziął na Golgocie na Swe umęczone barki grzechy całego świata.

Żaden grzech nie ukryje się przed okiem Chrystusa. Jedynym miejscem, gdzie ukryć możemy swoje grzechy, są rany Chrystusa, jest Jego krew przelana za nas, dla naszego odkupienia i zbawienia.

Na pewno prawdą jest, że „są ludzie, których grzechy są jawne i bywają osądzone wcześniej niż oni sami; ale są też tacy, których grzechy dopiero później się ujawniają. Podobnie jest i z dobrymi uczynkami: są jawne, ale i te, z którymi rzecz ma się inaczej, ukryte pozostać nie mogą” (1 Tym. 5,24.25).

Zdajmy się więc na łaskę Chrystusa i Jemu powierzmy wszystkie nasze winy, a wówczas dopiero będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy gotowi na sąd ostateczny, że wtedy będziemy mogli spotkać na nim Chrystusa w pokoju i radości ducha.

Bóg jest miłosierny i sprawiedliwy dla tego, kto wierzy w Jezusa (Rzym. 3,26). My prosząc o łaskę dla kogoś, często uzyskujemy ją zarówno dla kogoś jak i dla siebie. Stara to prawda, stara i niewzruszona zasada moralności chrześcijańskiej.

Bóg nasz jest Bogiem sprawiedliwym, łaskawym i miłosiernym. Jego sprawiedliwy sąd ma odbicie w dziele krzyża. „Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata będzie wyrzucony. A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” (Jan 12,31.32).


0 Comments

Polub nas na Facebooku

Wtorki z Biblią

Poselstwo trzeciego anioła

Poselstwo trzeciego anioła

Życie ma sens

Życie ma sens