Blog

#1 Co mówił Jezus o pokoju w twoim sercu

3 listopada 2010 • przez • w Co mówił Jezus?

Co mówił Jezus o …
pokoju w twoim sercu

Od najdawniejszych czasów serca ludzkie tęskniły do pokoju. Nie tylko do takiego pokoju, jakim jest zwykle zaprzestanie wojny, ale również do pokoju myśli, serca i duszy. Ludowi izraelskiemu w zaraniu jego państwowości błogosławiono: Niech obróci Pan twarz swoją ku tobie i niech ci da pokój” (4 Mojż. 6,26). Podróżując po ziemi Mahometan, po całym Bliskim i Środkowym Wschodzie, wszędzie spotykałem się z pozdrowieniem: „Salaam aleikum” – „Pokój niechaj będzie z tobą”.

Cóż więc mówił Jezus o pokoju? W Swych naukach głoszonych nie tylko do użytku współczesnych, ale wszystkim po wieki wieków, wygłosił on cudowne zdania, zanotowane przez apostoła Jana: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; … To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat” (Jan 14,27; 16,33).

Pokój taki przynosi harmonię, równowagę wewnętrzną, spokój ducha całemu światu i każdej jednostce ludzkiej, jest darem możliwym jedynie w Chrystusie – Księciu Pokoju. Pokoju nie znajdzie się nigdzie więcej! To tylko Jezus kładzie naprawdę kres niesnaskom, to tylko on przynosi słodką, kojącą muzykę wiecznego święta i wieczną radość naszego istnienia, naszego trwania. Radość ta jest iskrą Bożą.

Gdziekolwiek zostaje popełniony grzech, gdziekolwiek narusza się Boskie prawo, tam nie ma już i być nie może królestwa pokoju. „Lecz bezbożni są jak wzburzone morze, które nie może się uspokoić, a którego wody wyrzucają na wierzch muł i błoto. Nie mają pokoju bezbożnicy – mówi mój Bóg” (Izaj. 57,20.21).

Oto dlaczego zawodzi tyle różnych planów zapewnienia światu wiecznego pokoju. Ludzie genialni, utalentowani, nieraz już na wpół święci, różnych ras i narodowości pracowali na rzecz pokoju dla świata wyrzekłszy się wszystkiego i wydając na ten cel miliony. Utworzono wiele organizacji międzynarodowych, stowarzyszeń, celem zapewnienia pokoju światu. Opracowano wzory traktatów i układów, które miały wykluczyć wojnę, jako środek polityki! Mimo to wcześniej czy później zaczynały znów warczeć werble i znów rozlegały się dźwięki trąb wojennych. Dlaczego tak się zawsze dzieje? Dzieje się tak ponieważ ludzie – mimo swej woli – nie byli w stanie usunąć ze świata grzechu. A tam gdzie grzech jest niezmazany, gdy towarzyszy człowiekowi w dzień i w nocy, tam wznieca wojnę najpierw w sercu człowieka, a potem pomiędzy ludźmi.

Kiedy zakończyła się pierwsza wojna światowa, pewien Amerykanin ustalił nagrodę w wysokości stu tysięcy dolarów temu, który opracuje plan uniwersalnego pokoju. Zgłoszono ponad dwadzieścia dwa tysiące planów i propozycji! Sąd konkursowy długo i nadzwyczaj wnikliwie oceniał każdą ze zgłoszonych propozycji, w końcu jednak odnalazł plan najkrótszy, najbardziej lapidarnie sformułowany i jednocześnie najbardziej przekonywający. Składał się on z dwóch tylko słów: „Przyjmijcie Jezusa”. Dlaczego nie mielibyśmy wypróbować Jezusa?

Oto plan jedyny, zdolny zagwarantować światu pokój. A jednak ludzie wciąż jeszcze próbują leczyć schorzenia świata półśrodkami, które zawiodły już tysiące razy…

Pewien uczony angielski opowiadał jak to przed laty stał wraz z innymi, pełnymi podziwu obserwatorami przed modelem najnowszego karabinu maszynowego, skonstruowanym przez Maxima. Wszyscy pytali: „Czy broń ta nie uczyni wojny czymś najokropniejszym?” Wielki konstruktor i wynalazca odparł wtedy: „Nie, ona uczyni wojnę niemożliwą”. Lecz karabin jego nie uczynił wojny niemożliwą, uczynił ją tylko bardziej krwawą i morderczą. Karabin maszynowy jest dzisiaj sto razy bardziej udoskonalony. Zdawało się, że ów nowy karabin uczyni wojnę niemożliwą, ponieważ może wyrzucić z siebie do ośmiu tysięcy pocisków na minutę! Ale świat nie uwolni się od widma wojny tak długo, dopóki w sercu człowieka mieszkać będzie grzech. Nowe bronie i wynalazki, najbardziej nawet straszliwe, nie kładą kresu coraz okrutniejszym wojnom. Konferencje i traktaty pokojowe nie są w stanie usunąć ich na zawsze, ani uwolnić ludzkość od perspektyw wybuchu nowej wojny.

Karol Evans Hughes, niegdyś sekretarz Stanów Zjednoczonych Ameryki – oświadczył, że „pokój wydaje się niemal jakąś chwilową ciszą wśród rozszalałych burz i żywiołów”. Ktoś inny wyobrażał sobie „pokój” jako „idealną stratę czasu w wyścigu bez końca”. Według Clausewitza pokój oczywiście jest najlepszy, ale jedynie w formie … rozejmu na polach bitew. Fryderyk Wielki w jednym ze swych listów do Woltera stwierdził, że zajmując się obszerną lekturą dzieł historycznych nie znalazł takich dziesięciu lat w historii ludzkości, w których by nie toczyła się gdzieś wojna.

Dodał, że w tej nieustannej gorączce wojen zdarzały się wprawdzie chwile jakiegoś wytchnienia, ale nigdy nie może nastąpić ich kres.

Z punktu widzenia ludzkiego miał rację, lecz Bóg ma inne na to spojrzenie. Wojnom będzie położony kres. Mówi nam o tym Słowo Boże. Przyjdzie Chrystus, zniknie widmo wojen, zniknie już na zawsze. Chrystus przyniesie światu taki pokój, o jakim ludzie marzyli od tysięcy lat i o który starali się.

Zdarzyło mi się przejeżdżać pewnego razu wraz z przyjaciółmi przez obszary pustyni Arizona. Słońce paliło, spiekota uniemożliwiała oddech. Żar buchał jakby z jakiegoś pieca. Dookoła widać było jedynie piasek, kurz i skały. Nagle jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej – ukazała się nam wstęga wody, jezioro pod pustynnym niebem, połyskujące jak żywe srebro. To było coś cudownego. Jakże będziemy mogli odświeżyć się gdy dojdziemy do jego brzegu i poczujemy chłodny powiew z nad jego powierzchni. Ale tak samo szybko i tajemniczo jak pojawiło się to jezioro tak też obraz ten rozpłynął się i zniknął z naszych oczu. Niestety, nie była to żywa, życiodajna woda, ale złudny miraż! Padliśmy ofiarą zjawiska zwanego „fata morgana” Słońce wydało nam się teraz jeszcze bardziej rozpalone, a pustynia bardziej martwa i piaszczysta.

Tak właśnie dzieje się z nieziszczonymi nadziejami ludzkimi. Szukali pokoju, ale dobro to nie nadchodziło (Jer. 8,15). Dostrzegali nawet na horyzoncie wizję uniwersalnego pokoju, ale zawsze okazywał się on w końcu tylko złudzeniem.

W proroctwie Izajasza nakreślony został Boski obraz innego nowego świata: „Rozpalona piaszczysta ziemia zmieni się w staw, a teren bezwodny w ruczaje; ” (Izaj. 35,7). Innymi słowy, sen przekształci się w rzeczywistość, złudzenie okaże się prawdą. Tak jest. Niedaleki już dzień ziszczenia się Boskich obietnic i urzeczywistnienia snów, tęsknot i nadziei ludzkich. Ziści się ów „niewyśniony sen” ludzkości, trwający od tysiącleci. Prorok Micheasz daje nam cudowną wizję spełnienia tych nadziei. Mówiąc o Tym, którego początki od prawieku, od dni zamierzchłych”, prorok zapowiada, że „On będzie pokojem” (Micheasz 5,1.4).

Człowiekiem, o którym mówi prorok jest Jezus Chrystus. I wszędzie, w każdym zakątku kuli ziemskiej, pokój będzie osiągalny przez Niego, dzięki Niemu i zgodnie z Jego obietnicą. Obiecał On go wszystkim, którzy wierzą w Niego. „Błogosławieni cisi – powiedział Jezus – albowiem oni posiądą ziemię” (Mat. 5,5). I wtedy jak przepowiedział olśniony tą wizją Dawid „Pan pobłogosławi lud swój pokojem” (Ps. 29,11).

Apostoł Piotr pisze: „Ale my oczekujemy, według obietnicy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość” (2 Piotra 3,13). My właśnie wciąż oczekujemy, wyglądamy, wierzymy i pragniemy tej Nowej Ziemi, gdzie „sprawiedliwość zamieszka”. Czytamy o tym u Izajasza: „I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedliwości po wszystkie czasy. I zamieszka mój lud w siedzibie pokoju, w bezpiecznych mieszkaniach i w miejscach spokojnego odpoczynku” (Izaj. 32,17.18).

Wówczas gdy Chrystus zasiądzie na tronie świata, ludzie otrzymają upragniony pokój. On bowiem okaże się najznakomitszym i najdoskonalszym władcą świata. „Ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości i żeby przez Niego wszystko, co jest na ziemi i co jest na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego” (Kol. 1,19.20). Chrystus przyniesie wreszcie pokój wojującemu światu. Przyniesie, gdy rozpocznie swoje panowanie.

My jednak nie musimy czekać aż na ten dzień, żeby osiągnąć pokój w swoich sercach. W Ewangelii Jana znajduje się rada dla udręczonych, rada dla tych, którzy pragną zachować spokój w swych sercach przez całe życie: ” Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście gdzie Ja jestem, i wy byli” (Jan 14,1-3).

A więc pierwszym warunkiem pokoju ducha i serca, warunkiem postawionym przez Jezusa, jest „wiara w Boga”. Ten, kto rzeczywiście wierzy w Boga, ten zrywa z udręką i cierpieniem. Jezus nazywa „Ojcem” Boga, który jest także naszym Ojcem. Przypomnijmy sobie, jak zachowywaliśmy się, będąc małymi dziećmi. Nie martwiliśmy się wtedy, co będziemy jeść, jak będziemy się ubierać, czy nie zachorujemy i czy nie umrzemy. Ufaliśmy, że wszystko załatwi za nas ojciec i matka; im pozostawialiśmy nasze troski i zmartwienia. Oni zawsze wszystko za nas przewidzieli. Byli najmądrzejsi, najbardziej doświadczeni: oni nas po prostu kochali. Skoro więc Bóg jest naszym Ojcem niebieskim, dlaczego mielibyśmy bać się czegokolwiek? Dlaczego nie moglibyśmy zachować pokoju w sercach? Dlaczego musimy – jak wielu do dziś to czyni – drżeć z obawy o utratę zdrowia i szczęścia? Czy koniecznie musi nas gnębić smutne widmo wojny, śmierci, niedoli, zagrożenia atomowego?

Jezus powiedział, że wiara w Boga jest lekarstwem na wszelkie cierpienia. „Niechaj się nie trwoży serce wasze” (Jan 14,1) … „Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios” (Mat. 18,3). Niech więc każdy z nas tak właśnie wierzy w Boga, jak dziecko wierzy w swego ojca.

W Bogu nasza ufność, nadzieja. Otóż to! Możemy nie cierpieć. Możemy zachować w swym sercu pokój. Jezus naprawdę nas kocha. Troszczy się o nas. Jezus powiedział, że każdy włos na naszej głowie jest policzony (Mat. 10,30), że Bóg wszystko o nas wie i pamięta. Bóg nasz – to zdrój miłości…

Pan zna wszystkie nasze najskrytsze nawet myśli – jak głosi Psalm 139,2. Tak jak wie o nas wszystko i tak jak zna nas na wylot, tak samo kocha nas, obdarzając nas boską miłością. Możemy w Niego wierzyć i możemy Mu zaufać.

Przejdźmy teraz do drugiego warunku pokoju duchowego, postanowionego przez Jezusa: „Wierzcie w Boga i wierzcie we mnie”. Może jesteśmy w stanie wyzbyć się udręki, jeśli wierzymy w Chrystusa! Jest On bowiem Zbawicielem świata. Musimy wierzyć też, że umarł na krzyżu za nasze grzechy, za grzechy całego świata, całej ludzkości. Jeśli dręczymy się naszymi grzechami już po ich wyznaniu, to po prostu nie wierzymy, że Bóg nam je przebaczył. Nikt nie musi nosić z sobą ciężkiego brzemienia grzechu, brzemienia, które nie da mu odpocząć w dzień ani w nocy. Apostoł Jan mówi, że Jezus umarł za grzechy całego świata (l Jana 2,2); w tym samym liście, w rozdziale l wierszu 9, Jan napisał: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”. Jeśli tylko wyznamy szczerze nasze grzechy i zaprzestaniemy ich, nie będziemy mieli powodu do niepokoju i udręki. Uczucie lęku stanie się bezpodstawne. Zbawienie nasze opiera się przecież nie na zwodniczym uczuciu, lecz na fakcie, na prawdziwej obietnicy Boga w Chrystusie.

Pewien znakomity lekarz psychiatra spytany, jak można usunąć groźbę chorób psychicznych, będących dziś poważnym problemem społecznym, odparł, że mniej byłoby chorych, gdyby ludzie obcowali z Bogiem tak, jak z codziennym swym towarzyszem. Zdaniem tego lekarza, ludzie żyjący niezależnie od Niego, ignorujący Go lub obywający się bez Niego owładnięci zostają szybko przez strach i cierpienia. Wielu staje się hipochondrykami. Obawiają się wszystkiego: rozstroju nerwowego, nieładu i zamieszek, ran, zapalenia wyrostka robaczkowego i choroby umysłowej. Miliony ludzi dosłownie boi się, lęka obłędu psychicznego. Gdyby więc ludzie zaczęli obcować z Bogiem każdego dnia, psychiatra straciłby sens i rację bytu.

Oto jest – jak twierdzi dalej ów lekarz – przyczyna popularności i znaczenia psychiatrii w czasach najnowszych. Gdyby więcej ludzi zaczęło obcować z Bogiem, ludzkość mogłaby wyzbyć się pięćdziesięciu procent swych najboleśniejszych urazów.

Chrystus widzi naszą przyszłość i przeszłość. Nie musimy więc dręczyć się niepewnością jutra. W rozdziale 24 Ew. Mateusza Jezus maluje obraz przyszłości, obraz dni, które mają przyjść i przyjdą. Zbawiciel troszczy się jednakowo o przeszłość jak o przyszłość. Zbawiciel obiecuje tym, którzy Go miłują, że znajdą się tam, gdzie i On będzie. Nigdy nie musimy być oddzieleni od Niego ani duchem, ani aktualną obecnością (Jan 17,24). W Ewangelii Mateusza (28,20) Jezus powiada: „A oto ja jestem z wami aż do skończenia świata”. Czemu się dręczymy się i cierpimy? Uwierzmy Jezusowi Zbawcy naszemu i śpiewajmy Mu:

Słodko ufać Jezusowi, Trwać w bezgrzesznym, wiecznym bycie – Bo od Niego wszelka radość, Pokój, miłość, szczęście, życie…

Z kolei przejdźmy do trzeciego punktu, warunkującego pokój ducha. Znajdziemy go w Ewangelii Jana, w rozdziale 14 wierszu 2: „W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce”. Właśnie dlatego nie powinniśmy martwić się o dach nad głową, skoro taki dom stoi dla nas otworem i czeka na nasze przybycie: dom w niebie. Nie obawiajmy się zimna ani chłodu, ani trudów wędrówki. Życie doczesne nie zamyka całości, z nim nie kończy się wszystko. Cmentarz nie jest ostatnim miejscem spoczynku i ostatnie słowo nie pada przy grobie. Rzeczy i sprawy tego świata tak niezrozumiałe, okrutne czy niesprawiedliwe inaczej przedstawiać się będą w innym, wiecznym świecie. Przewróci się karta księgi życia… Oto kraina położona poza naszą doczesnością ziemską, kraina radosnego spotkania Boga ze swymi dziećmi, spotkania na całą wieczność, spotkania, po którym nie przyjdzie już męka rozłąki. Wiersz z Ewangelii Jana (14,2) wyraźnie i jasno mówi o miejscu dla ludu Bożego. Miejscem tym jest niebo i będzie w nim Jezus.

Serce człowieka może dziś zranić boleśnie strata kogoś najdroższego, lecz przecież pamiętać trzeba słowa boskiego Zbawiciela: „Niechaj się nie trwoży serce wasze”. Skoro wierzycie w boską krainę jutra, w krainę, gdzie nie ma płaczu i westchnień, gdzie nie ma łez, ani nocy, ani bólu, powinniście ufać i temu, że boskie jutro lepsze będzie niż ludzkie dzisiaj. Pismo Św. wyraźnie mówi, że w ów dzień błogosławiony będziemy tacy właśnie jak Jezus. „Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy” – mówi ap. Jan. „Ale się jeszcze nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do niego podobni, gdyż ujrzymy Go takim, jakim jest” (l Jana 3,2). Niech więc nie trwożą się serca wasze. O tym, co będzie, nie przewidziano nigdy nawet połowy.

Kiedy Marco Polo, sławny XIII-wieczny żeglarz wenecki, wróciwszy do ojczyzny opowiadał dziwach, jakie widział w najdalszych państwach i królestwach Wschodu, mało kto dawał temu wiarę. Na łożu śmierci nalegano nawet na niego, aby odwołał wszystkie zmyślone bajki i kłamstwa o Chinach oraz o innych krajach Dalekiego Wschodu. Jednak wielki podróżnik oświadczył, że nie powiedział nic, co by musiał odwołać. Każdy opowiedziany fakt jest prawdą. „Nie opowiedziałem wam nawet połowy tego, co rzeczywiście widziałem”. Otóż tak samo jest z niebem: nawet połowa nie została o nim nigdy powiedziana. Nasze zwątpienie nie jest w stanie zmniejszyć w czymkolwiek chwały niebiańskiej ani zmienić prawdy.

To, czym jest niebo, nie jest dla ludzkiego umysłu wyobrażalne. Leży poza zasięgiem jego zdolności poznawczych i wyobraźni. Tego nie można osądzić czy pojąć w doczesnym życiu. Nigdy nie będziemy w stanie opowiedzieć nie tylko połowy, ale nawet jednej setnej czy jednej tysięcznej części tego o niebie, co odpowiada jego istocie!

Pewnego razu zdarzyło mi się zatrzymać na jednej ze stacji kolejowych. Trafiłem tam na moment spotkania żołnierza, który powrócił z daleka do żony i małego synka. Nieobecność jego trwała ładnych kilka lat. Mały chłopczyk zachowywał się tak, jak gdyby przedtem nigdy swego ojca nie widział. Matka stanęła jak wryta, spojrzała na męża, potem zaczęła płakać: wreszcie objęła ramionami jego szyję i zaczęła śmiać się głośno. Chłopczyk, trzymając się jedną ręką matczynej spódnicy, a drugą wyciągając nieśmiało do najbardziej go w danej chwili interesujących wojskowych spodni, spoglądał na rodziców ze zdumieniem, niczego nie rozumiejąc. Domyślił się, że zaszło coś nadzwyczajnego, ale nie wiedział co takiego zaszło między tymi ludźmi. Przyznać muszę, że gdy ich obserwowałem, łzy pociekły mi po twarzy… Pomyślałem o wspaniałym dniu, w którym lud Boży połączy się ze swym Stwórcą, kiedy każdy z nas spotka się z kimś drugim i kiedy zapanuje powszechna radość. A nade wszystko – kiedy ujrzymy Chrystusa, Pana naszego w chwili triumfu. Co to za cudowna będzie godzina! Wszak – jak pisze Paweł w swym pierwszym liście do Koryntian – „… czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (l Kor. 2,9).

A teraz przejdziemy do czwartego i ostatniego Jezusowego warunku pokoju duchowego. „A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie ja jestem, i wy byli”.

Jezus powróci, Jezus wróci po raz wtóry na ziemię! On będzie tu z powrotem. Świat ujrzy Go jeszcze raz…

Wielu obserwujących warunki bytowania na naszym globie i niedole naszego życia: wojny , choroby, nieszczęścia i inne ułomności losu człowieka, wpada w rozgoryczenie i smutek. Serca tych ludzi wypełnia często lęk i nieufność. A przecież Jezus to wszystko przepowiedział: „I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale. Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się. I wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze” (Łuk. 21,25-28).

Kimkolwiek by człowiek by!, nadzieja jego jest jedynie w Chrystusie. I prawdą jest to, że powtórne przyjście Jezusa na świat będzie największym i ostatnim już aktem końca świata oraz aktem zapewnienia mu pokoju wiecznego.

Takie są więc cztery najgłówniejsze przyczyny, dzięki którym prawdziwi chrześcijanie nigdy nie poddają się udręce i noszą pokój w swych sercach. Czy ty również jesteś chrześcijaninem? Jeśli tak, wskazaliśmy ci wszystkie ożywcze źródła siły i równowagi ducha. Jeśli nie, nie wahaj się ani minuty! Uznaj Pana Jezusa Chrystusa za swego Zbawiciela zanim zamkniesz tę książkę. Wówczas usuniesz ze swego serca brzemię smutku i męki. Będziesz mógł o własnych siłach iść, zwyciężając świat.

Oto autentyczne zdarzenie.

Żołnierz umiera na jednym z pól bitewnych. Kapelan nachyla się nad nim i pyta, co jeszcze mógłby dla niego uczynić. Chłopiec daje mu adres matki i prosi o przesłanie listu. Potem wręczając mu zbroczone własną krwią Pismo Święte prosi: „Czytaj, ona mi to ofiarowała. Czytaj z Ewangelii Jana rozdział 14”. Duchowny zaczyna: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań”… (Jan 14,1-2). Żołnierz słuchał uważnie aż kapelan doszedł do wiersza 27: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” (Jan 14,27). Konający żołnierz zdążył jeszcze wyszeptać: „Powiedz mojej matce, że ja miałem ten pokój” i już nie żył.

Czy mamy ten upragniony pokój? Powinniśmy go szukać, tego pokoju Bożego, który „przewyższa wszelki rozum i strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” (Filip. 4,7). Pokój ten, to przedsmak i obietnica: „…Panowanie nad światem przypadło w udziale Panu naszemu i Pomazańcowi Jego i królować będzie na wieki wieków!” Obj. 11,15).

Jezus jest naszym pokojem, pokojem w głębi serca każdego z nas. A gdy przyjdzie na świat w swej chwale, pokój Jego okryje całą ziemię tak, jak wody wypełniają morza i oceany.


0 Comments

Polub nas na Facebooku

Wtorki z Biblią

Poselstwo trzeciego anioła

Poselstwo trzeciego anioła

Życie ma sens

Życie ma sens